Dzień dobry, nazywam się Marcin Lis i zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka podcastu What The Fox Says.
Tym razem tematem odcinka będą social media, a dokładniej sieć społecznościowa Blue Sky.
Zaczniemy jednak od często ostatnio pojawiającego się tematu, czyli AI.
Tym razem jednak z troszkę innej strony.
Branża sztucznej inteligencji w 2025 roku stanęła przed dużym paradoksem.
Generując astronomiczne przychody, rosła nieporównanie szybko do niczego innego.
Przyciągała też gigantyczne inwestycje.
Jednocześnie jednak większość kluczowych graczy na rynku notowała ogromne straty finansowe.
Więc nadchodzi pytanie, czy AI to biznes, na którym da się zarobić, czy jest to studnia bez dna.
Na przykład OpenAI, czyli firma, która stworzyła ChatGPT jest bardzo dobrym przykładem takiego ekonomicznego paradoksu w tej branży.
Według dokumentów finansowych w 2024 roku OpenAI wydała prawie 4 miliardy dolarów wyłącznie na moce obliczeniowe do obsługi swoich modeli, zaś w zeszłym roku kwota ta została praktycznie potrojona.
Co ciekawe, według sama Altmana przychody w zeszłym roku miały przekroczyć 20 miliardów dolarów, ale nie jest to rozwiązaniem, ponieważ koszty operacyjne nadal przewyższają możliwość monetyzacji tych produktów.
Analitycy zaczęli się zastanawiać, w jaki sposób OpenAI chce sfinansować swoje inwestycje,
jeżeli generuje straty na poziomie mniej więcej 12 miliardów dolarów rocznie.
Jedynym tak naprawdę sensownym rachunkiem tutaj wydaje się liczenie na to, że coraz to nowy kapitał będzie napływać do firmy, czyli coraz więcej inwestorów będzie w nią inwestować, mimo tego, jak wygląda rzeczywisty rachunek inwestycyjny.
Skąd takie wydatki?
Tak naprawdę głównie z umów na moce obliczeniowe, które firma podpisała w zeszłym roku.
W listopadzie OpenAI zawarło 7-letnią umowę z Amazon Web Services, a wcześniej, we wrześniu, ogłoszono kontrakt z firmą Oracle.
Obydwa te kontrakty łącznie mają mieć wartość ponad 300 miliardów dolarów.
Są to kwoty, które tak naprawdę przewyższają dotychczasowy całkowity przychód firmy, więc oznacza to, że OpenAI kupuje to wszystko na kredyt, nie mając takich pieniędzy.
Ale nie tylko OpenAI jest w takim miejscu.
Meta, kolejny gracz w wyścigu, ma zaplanowane wydatki na AI na rok 2026 mniej więcej w okolicy 130 miliardów dolarów.
Amazon planuje na ten rok wydatki ponad 125 milionów dolarów.
Google, Microsoft, Nvidia także dołączają do tego wyścigu zbrojeń.
Problemem jest tylko to, że dla wszystkich tych firm wydatki mnożą się tak, że mogą przewyższyć potencjalne przychody.
Co ciekawe, nie jest tak, że na AI się tylko traci.
O ile OpenAI i Meta ponoszą na chwilę obecną gigantyczne straty, są firmy na rynku, które pokazują, że mając odpowiedni model biznesowy, na AI można zarobić.
Świetnym przykładem jest np. Nvidia, która tak naprawdę zarabia na AI, ale trochę po części dlatego, że Nvidia jest producentem chipów, których wszyscy potrzebują.
Ale też np. firma Antrofic, czyli bezpośredni konkurent OpenAI.
która ma przychody na poziomie miliarda dolarów na koniec 2024 roku, a w zeszłym roku miała osiągnąć, z tego co było szacowane, 7 miliardów dolarów.
Na ten rok, czyli na 2026 rok, Antropik prognozuje przychody w okolicy 20, nawet do 26 miliardów dolarów.
Firma oczekuje osiągnięcia rentowności za dwa lata, czyli w 2028 roku, czyli dopiero wtedy tak naprawdę liczą, że zarobią mimo tych przychodów, ale osiągają to dlatego, że Antrofic nie koncentruje się na drobnych klientach, a bardziej na zawieraniu dużych kontraktów biznesowych z klientami korporacyjnymi.
między innymi z takimi klientami jak Pfizer czy Departament Obrony USA.
Google ma troszkę inne podejście, ale Google też ma trochę inną sytuację.
W przypadku Google mówimy nie tylko o sprzedaży ich własnego AI klientom bezpośrednio, czyli Gemini zwykłym użytkownikom, ale też o kontraktach z takimi firmami, jak na przykład Samsung, który używa Google Gemini jako inteligencji w swoim telefonie.
Dodatkowo od niedawna słyszy się o kontrakcie jaki Google podpisało z Apple i będzie dostawcą silnika AI dla nowej Siri od Apple.
Ale też nie tylko to.
Sprzedając swoje usługi, Google może też sprzedawać platformę, czyli sprzedaje np. Google Cloud, na której klienci mogą stawiać swoje prywatne instancje Google Gemini, żeby mieć dostęp do sztucznej inteligencji z zachowaniem odpowiedniej prywatności danych.
Więc dla firm takich jak Google, które mają cały ekosystem i AI jest tylko jedną ze zmiennych, na pewno istnieje model biznesowy, na którym mogą zarobić.
Dla firm jak OpenAI, dla których tak naprawdę AI jest jedynym źródłem przychodu, na chwilę obecną zarobienie na tym może być bardzo trudne.
AI do działania potrzebuje olbrzymich ilości energii.
Obszary w Oak Ridge w stanie Tennessee, czyli dzisiejsza siedziba projektu Manhattan, już wkrótce może być miejscem kolejnych dużych zmian w dziedzinie energii jądrowej.
Powstają tam w tym momencie fundamenty pod jedną z pierwszych elektrowni jądrowych nowej generacji,
znanych jako małe reaktory modułowe, czy też inaczej zwane small modular reactors SMR.
Buduje je firma Kairos Power, która stoi za tym projektem i która opracowuje swoją technologię od mniej więcej 10 lat.
Wiele firm ściga się w budowie małych reaktorów, które według ekspertów z czasem mogą być tańsze niż duże elektrownie używane.
I od lat mówi się o tym, że świat stoi u progu nowej ery jądrowej, która zapewni tanią energię oraz zaspokoi zapotrzebowanie technologii na energię elektryczną.
Ale póki co nikt ich jeszcze nie zbudował.
Mimo wszystko uważa się, że elementy tych małych reaktorów
będzie można produkować masowo i montować dużo łatwiej niż w przypadku konwencjonalnych konstrukcji, przez co będą one dużo tańsze, no bo będzie to dużo łatwiej zrobić.
W Stanach w tym momencie praktycznie wszystkie działające elektrownie
To są elektrownie zbudowane dziesiątki lat temu.
Związane są z tym wysokie koszty i ich utrzymania.
I mimo że Stany Zjednoczone mają najwięcej reaktorów jądrowych na świecie,
to jeżeli chodzi o budowę nowych, są daleko w tyle za innymi krajami.
W ostatnich dziesięciu latach Chiny na przykład zbudowały ponad 30 nowych reaktorów.
W Stanach w tym czasie zostały ukończone tylko dwa.
I te dwa powstały z wieloletnim opóźnieniem i ich koszt przekroczył trzy razy pierwotny budżet.
W tym momencie prezydent Trump chce, żeby te nowe reaktory, małe reaktory jądrowe, były jednym z jego takich olbrzymich osiągnięć w jego kadencji, w związku z czym Departament Energii przeznaczył 800 milionów dolarów na nowe technologie reaktorów i ponad miliard dolarów na gwarancje kredytowe.
Nie tylko Departament Energii to robi.
Firma należąca do rodziny Trumpów też angażuje się w działalność związaną z elektrowniami.
W grudniu Trump Media & Technology Group ogłosiła, że planuje połączenie się z firmą, która zajmuje się syntezą jądrową.
Tutaj, że tak powiem, synteza jądrowa różni się od energii rozszczepienia jądrowego,
wykorzystywanej obecnie we wszystkich elektrowniach i jest to taka trochę pieśń przyszłości, więc nie jest to coś, co może zostać wykorzystane już teraz, ale pokazuje to, w jakim kierunku wszyscy idą i gdzie widzą przyszłość, gdzie widzą potencjał.
Te nowe reaktory będą wymagały znacznych inwestycji finansowych.
dlatego, że po pierwsze są one nowe, nieprzetestowane, po drugie wymagają też nowego rodzaju paliwa uranowego, z którym branża też ma niewielkie doświadczenie, ale póki co z tego co widać rząd amerykański idzie w tym kierunku, ładuje w to pieniądze, widzą w tym przyszłość.
A wracając do Kairos, ich reaktory mają być dość ciekawe, bo nie tylko, będą dużo mniejsze od konwencjonalnych elektrowni jądrowych.
Nie będzie tam dużych kopulastych budynków z betonu i metalu, nie będzie wieży ciśnień, nie będzie też pary generowanej z wody.
Dlaczego?
Bo zamiast wody reaktor Kairos będzie podgrzewał sól.
To taka ciekawostka.
Paradoksalnie firma, która to buduje, zatrudnia na stałe 540 etatowych pracowników.
Jednocześnie przy 540 osobach projektują oni i produktują własne komponenty, z czego bardzo dużo części wytwarzają walbukierki, czyli 60 mil od Los Alamos, głównej siedziby projektu Manhattan.
Ale nie są oni jedyną firmą, która to robi.
W listopadzie 2023 roku firma Newscale miała dostarczyć pierwszy mały reaktor jądrowy.
Musieli oni jednak anulować projekt po tym, jak przedsiębiorstwa energetyczne wycofały się z umów na zakup energii elektrycznej z powodu zbyt wysokich szacowanych kosztów i po prostu zabrakło ich pieniędzy.
Firma nadal rozwija swoją technologię, obecnie dzięki partnerstwu z inną firmą, EntraOne Energy, która jest właścicielem i deweloperem elektrowni tradycyjnych.
Obie te firmy w zeszłym roku ogłosiły plan budowy nowych reaktorów jądrowych i pierwsze jednostki New Scale mają dostarczać energię od 2030 roku, przynajmniej według planów.
Co im z tego wyjdzie, zobaczymy, bo tak jak mówiłem, poprzednia próba budowy zakończyła się porzuceniem projektu.
Ale nie są oni jedyni.
Są też firmy takie jak GE, Wernowa Hitachi Nuklear Energy, która planuje budowę kilku mniejszych reaktorów.
Jest firma TerraPower.
która jest wspierana finansowo przez Billa Gatesa, buduje ona reaktor w Wyoming.
Jest też startup Radiant, który twierdzi, że zamierza zbudować przenośny mikroreaktor, który będzie wytwarzał energię elektryczną wystarczającą do zasilania tysiąca domów.
Ten startup chce się specjalizować w urządzeniach przeznaczonych do specjalnych zastosowań, takich właśnie jak dostarczanie energii do przenośnych centrów danych lub dla wojska.
Dużą ciekawostką jest to, że wiele tych firm ma swoje siedziby w jednej okolicy, właśnie w okolicy projektu Manhattan.
Radiant, podobnie jak Kairos, ma zamiar produkować swoje reaktory Vogue Bridge.
Kairos, które też ma swój zakład Vogue Bridge i gdzie pracuje nad reaktorem testowym, planuje ukończenie tego reaktoru testowego do 2028 roku.
Jednocześnie zapowiedzieli, że do 2030 roku zbudują jednostkę demonstracyjną, która będzie zdolna do produkcji elektrycznej.
Czyli tak naprawdę w tym momencie jest to wszystko sprzedawanie gruszek na wierzbie bez gotowego produktu, ale z obiecaniem, że dowieziemy, damy radę.
Co ciekawe, Kairos ma już podpisany kontrakt z Google na dostarczenie 500 MW mocy elektrycznej do 2035 roku.
Dlaczego?
Dlatego właśnie, że firmy technologiczne, które inwestują w sztuczną inteligencję, wiedzą, że największym ich problemem jest źródło energii.
Dlatego jeżeli mają na to pieniądze, to inwestują środki finansowe w firmy rozwijające nowe reaktory jądrowe, gdyż to może być dla nich bezpośrednim rozwiązaniem ich problemu.
Takie małe reaktory jądrowe będzie można budować tuż przy datacenter.
przy centrach danych, w których hostowane są maszyny za tą sztuczną inteligencję, więc może być to dla nich znaczne ułatwienie, ale też obniżenie kosztów, gdyż nie będą musieli płacić za przesył, nie będą musieli płacić żadnemu dostawcy, będą po prostu sami sobie to produkować.
A co do kosztów, Kairos odmówił podania informacji na temat kosztów budowy takiej elektrowni.
Z analiz Instytutu Ekonomii, Energetyki i Analiz Finansowych wynika, że anulowany projekt New Scale kosztował mniej więcej, czy kosztowałby, gdyby został zakończony, około 10 miliardów dolarów.
Więc to może pokazywać skalę cen i kosztów.
Tak jak mówiłem na początku, jeżeli komuś uda się wprowadzić takie reaktory do powiedzmy masowej produkcji, to wtedy też na pewno te koszty spadną, ale na chwilę obecną, ponieważ wszyscy tak naprawdę próbują postawić działający prototyp
no to koszty są wysokie.
Jak mówiłem w poprzedniej części, w Stanach powstaje bardzo dużo nowych rozwiązań właśnie związanych z zasilaniem, ale też z technologiami.
Nie wszystkim się to podoba.
Unia Europejska ma nową inicjatywę o pięknej nazwie w kierunku europejskich otwartych ekosystemów cyfrowych.
Nazwa bardzo ambitna.
Chodzi o to, że Komisja Europejska zamierza zająć się tym, co określa jako poważny problem zależności od krajów spoza Unii Europejskiej w strefie cyfrowej.
Komisja twierdzi, że zależność ta ogranicza wybór użytkowników, zmniejsza konkurencyjność przedsiębiorstw z Unii i powoduje problemy z bezpieczeństwem łańcucha dostaw.
Tutaj mamy na myśli i oprogramowanie, i sprzęt,
A wszystko to ma wpływ na kontrolę nad infrastrukturą cyfrową.
Zakres tej inicjatywy jest ogromny, tutaj się nie da ukryć.
Obejmuje ona bowiem takie dziedziny jak przetwarzanie w chmurze, sztuczna inteligencja, cyberbezpieczeństwo,
Open Software, czyli otwarte oprogramowanie, ale też Open Hardware, czyli otwarty sprzęt, ale też technologie internetowe i zastosowania przemysłowe, takie jak motoryzacja czy produkcja.
Według Komisji Unia dysponuje już tym, co zostało określone jako bardzo aktywny i bogaty ekosystem społeczności programistów open source, jednej z największych na świecie.
Jest w tym wszystkim jednak jeden haczek.
Problem jest taki, że europejscy programiści open source nie mogą uzyskać finansowania na swoje projekty.
Często, jeżeli udaje im się nawet uzyskać jakiś grant badawczy, to trwa on krótko i jest nieduży.
a potem, kiedy próbują wprowadzić swoje projekty do zamówień publicznych, czy rozszerzyć ich skalę na skalę komercyjną, napotykają przeszkody, których firmy amerykańskie u siebie nie mają, ponieważ mają trochę inne prawo i trochę inne rozwiązania.
Więc okazuje się, że wspieranie społeczności open source wyłącznie przez programy badawcze
nie wystarcza do zwiększenia skali działalności i że kluczowe tutaj ma znaczenie wsparcie powstających społeczności, czy to programistów, czy przedsiębiorstw przez państwa i rządy w ramach powiedzmy zrównoważonego wsparcia i zarządzania tymi projektami, co miałoby na celu zwiększenie skali działalności.
ale też wdrożenia przemysłowe, integrację rynkową, czy doprowadzenie do tego, żeby takie rozwiązania mogły być sprzedawane i byłyby rentowne.
No bo nie po to się prowadzi firmy, żeby do niej zawsze dokładać.
W końcu firma ma na siebie zarabiać.
Inicjatywa ta ma na celu właśnie promowanie rozwoju wysokiej jakości, bezpiecznych rozwiązań open source.
Ma demonstrować ich wartość,
ma promować ich użyteczność, ale też minimalizować problemy związane z wdrażaniem, z bezpieczeństwem, żeby w efekcie mieć bezpieczne łańcuchy dostaw oprogramowania, móc zarządzać i otrzymywać kod, wiedzieć co w tym kodzie jest, nie być zależnym od innych.
Inicjatywa ta wzywa też do wspierania modeli biznesowych firm czy fundacji open source przez rozwiązanie takie jak partnerstwa publiczno-prywatne, ale też jeżeli chodzi o ułatwienie dla wdrażania rozwiązań open source w administracji państwowej, nie tylko państwowej, ale generalnie w administracji publicznej, ale też w przedsiębiorstwach prywatnych.
I teraz taki ciekawy news, bezpośrednio nawiązujący do poprzedniego tematu.
Akurat z naszego własnego polskiego podwórka, czyli IT CGI, czyli kanadyjski gigant na rynku, sfinalizował przejęcie Comarch Polska, czyli, co ciekawe, spółki, która jest odpowiedzialna za rozwój i utrzymanie kluczowych systemów informatycznych polskiego sektora publicznego.
Oznacza to nie mniej, nie więcej, tylko że obsługa strategicznych systemów takich jak ZUS, NFZ przejdzie pod kontrolę zagranicznego właściciela.
Ale to nie tylko te rozwiązania.
Komarch obsługował jedne z najważniejszych systemów państwowych w Polsce.
Wśród kluczowych klientów firmy.
znajdują się firmy takie jak klienci tacy jak ZUS, dla której utrzymywał i rozwijał platformę usług elektronicznych i w samym tylko 25 roku zawarto tam nowe umowy o wartości 70 milionów złotych, ale też NFZ, gdzie zintegrował zintegrowany system informatyczny dla NFZ-u,
ale też Agencja Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa, gdzie obsługiwali system wspierający program rozwoju obszarów wiejskich, ale też np. Ministerstwo Finansów i Sądy, dla których Komarch przygotowywał systemy celne, system rejestracji rozpraw, tego typu rozwiązania.
Trzeba przyznać, że transakcja, po której
Obsługa kluczowych systemów państwowych została przekazana zagranicznemu podmiotowi.
Wygląda dość ciekawie w porównaniu do tego, co Komisja Europejska proponuje, czyli do odejścia od zależności od nieeuropejskich dostawców, od integrowania własnych projektów, własnych rozwiązań, od dbania o suwerenność cyfrową.
Więc
Jest to taki news z kategorii trochę żartu, trochę tragedii, można powiedzieć tragicomedii.
Tak czy siak zobaczymy jak to się będzie dalej rozwijać.
Na pewno drugiej takiej firmy jak Comarch w systemach rządowych raczej nie było, więc wyjdzie w praniu jak to się skończy.
A teraz czas na temat odcinka.
W sieciach społecznościowych od jakiegoś czasu pojawia się często pytanie, czy Blue Sky można nazwać sfederalizowaną siecią, czy też raczej mamy do czynienia ze scentralizowanym systemem.
To pytanie nie jest tak całkiem bez sensu, ponieważ ma ono bezpośrednie konsekwencje do tego, kto kontroluje nasze dane, kto kontroluje to, co widzimy, akurat tutaj w przypadku sieci BlueSky.
Ale zacznijmy od początku.
BlueSky to jest sieć społecznościowa, która od samego początku reklamowała się jako zdecentralizowana alternatywa dla tradycyjnych platform społecznościowych takich jak np. Twitter czy Facebook.
W oficjalnej dokumentacji można przeczytać, że BlueSky opiera się na otwartym protokole 80Proto, czyli, rozszerzając ten skrót, Authenticated Transfer Protocol, który ma zapewnić sfederalizowaną architekturę sieciową.
Pytanie tylko, czy rzeczywistość odpowiada deklaracjom z dokumentacji.
Ale co to w ogóle znaczy, że sieć jest sferalizowana?
W najprostszym ujęciu jest to sytuacja, w której mamy wiele niezależnych serwerów, często zarządzanych przez różne podmioty, czy to firmy, czy użytkowników prywatnych, czy to jakieś fundacje, whatever.
Serwery te komunikują się ze sobą za pomocą wspólnego protokołu, a użytkownik może wybrać, na którym serwerze chce trzymać swoje dane, czyli gdzie chce sobie otworzyć konto.
Tyle go interesuje.
Dalej serwery między sobą wymieniają informacje, więc tutaj dla użytkownika jest to niewidzialne.
Najlepszym przykładem takiej architektury jest Mastodon, albo może nawet szerzej mówiąc Fediverse, które zostało zbudowane na protokole ActivityPub.
W takim modelu tożsamość rzutkownika, jego wszystkie posty, relacje społecznościowe nie są przypisane do jednej firmy czy serwera, tylko istnieje coś, co nazywamy interoperacyjnością i portowalnością konta.
Czyli możemy konto w danym momencie wziąć z jednego serwera, przenieść na drugi i nic nie tracimy.
Z drugiej strony mamy systemy scentralizowane.
Tutaj klasycznymi przykładami jest Facebook, Twitter.
Instagram, czyli mamy jedną firmę, jeden zbiór serverów pod kontrolą tej firmy, jedną politykę moderacji i teoretycznie jeden potencjalny punkt awarii.
Jeżeli platforma zablokuje Ci konto, tracisz wszystkie dostępy, tracisz wszystko.
Jeżeli platforma się zamknie, no to społeczność rozpada się, bo nikt nie może tego przejąć.
W praktyce mówimy, że coś jest zcentralizowane, jeżeli większość ruchu przechodzi przez jeden podmiot,
I ten podmiot ma realną władzę nad tym, kto jest widoczny, kto został zbanowany, kto w ogóle może brać udział, kto może założyć konto, a komu je trzeba usunąć itd.
No i teraz wracając do BlueSky.
Tak jak mówiłem, oficjalne materiały opisują protokół ATProto jako otwarty, sfederalizowany protokół do budowania sieci społecznościowych.
W uproszczeniu, tutaj BlueSky składa się z kilku typów usług.
Po pierwsze mamy PDS, czyli Personal Data Server.
To jest serwer, na którym fizycznie trzymamy swoje konto, posty, relacje, profil i tak dalej.
Może go prowadzić firma BlueSky, może go prowadzi ktoś inny, można go sobie hostować samemu w domu.
Dane są przechowywane w podpisanych kryptograficznie repozytoriach, które są przypięte do identyfikatorów zwanych DID.
Po drugie mamy relay'e, czyli to się ładnie w dokumentacji nazywa Big Graph Service.
Relay'e zbierają aktualizacje z wielu serwerów PDS i sklejają je, tak to można chyba najpierw tłumaczyć, w taki jeden wielki strumień zdarzeń.
To jest trochę tak, jakby stworzyć taki centralny kanał, przez który przepływają informacje o wszystkich nowych postach, polubieniach, obserwowaniach itd.
Po trzecie mamy coś takiego jak app view.
Upview to są indeksy aplikacji, to są usługi, które z tego strumienia budują widoki, timeline, wyszukiwarki, listy popularnych postów itd.
Teoretycznie różne firmy mogą budować własny upview z różnymi algorytmami.
Po czwarte mamy usługi dodatkowe, takie jak generatory feedów, labelery moderacyjne.
bo Blue Sky wprowadził coś takiego jak koncepcję komponowalnej moderacji.
To są osobne usługi, które przypinają etykiety do treści.
Na przykład, nie wiem, etykietka typu spam, etykietka typu 18+, etykietka nienawiść, hate, whatever.
A klient powinien decydować, którym labelerom ufa i według których etykietek będzie coś pokazywał lub ukrywał.
Z punktu widzenia protokołu każdą z tych części można wymienić, czyli można mieć na przykład swój własny PDS, Personal Data Server, ale można też mieć własny relay, albo własny upview, albo własną moderację.
Można mieć wszystkie z tych części, a można mieć tylko niektóre.
Można na przykład korzystać z każdej części wprowadzonej przez kogoś innego.
I tak to powinno działać.
Przynajmniej taka jest idea Federacji w wydaniu AT Proto.
I na papierze ma to sens.
W rzeczywistości?
W rzeczywistości nie jest aż tak pięknie.
W 2024 BlueSky oficjalnie otworzył federację z zewnętrznymi serwerami PDS, czyli od wtedy każdy może uruchomić swój serwer i wpiąć go w sieć.
No i tutaj rzeczywiście mamy wiele małych serwerów PDS, od takich jednoosobowych prywatnych instancji, przez jakieś większe prowadzone przez firmy czy projekty, na przykład takie projekty jak, nie wiem, jak Bridger pomiędzy BlueSky a Fediverse.
I tutaj mamy także...
Tożsamość i dane teoretycznie są niezależne od jednej firmy.
Bo tak jak mówiłem, konto w 80Proto jest opisane tym identyfikatorem DID, który w założeniu ma być niezależny od pojedynczego serwera BDS.
Specyfikacja mówi, że w razie upadku Twojego serwera możesz przenieść swoje konto na inny, aktualizując wpis DID i zabierając ze sobą wszystkie relacje, czyli właśnie polubienia, followersów, swoje wpisy itd.
Protokół BlueSky przewiduje też coś takiego jak separację ról.
W przeciwieństwie do ActivityPub, czyli protokołu wykorzystywanego w Fediverse, czyli na przykład w Mastodonie, gdzie serwer jest jednocześnie hostem danych, moderatorem społeczności i często też samą aplikacją kliencką.
w AT Proto.
Te funkcje są rozdzielone, więc tak jak mówiłem, PDS zajmuje się hostingiem konta, Upview Indexem, Labelery moderacją, co w teorii pozwala na niezależne systemy moderacji, alternatywne algorytmy feedu, różne klienckie aplikacje.
Więc protokół jest zbudowany dla sieci sfederalizowanej.
I mimo tego, że rozwiązuje federację inaczej niż
na przykład w Mastodonie, nadal chodzi o to, że mamy wiele serwerów komunikujących się ze sobą w wspólnym standardzie.
Tylko, że w praktyce w BlueSky mamy ten problem, że BlueSky jest bardzo mocno scentralizowany, bo zdecydowana większość jego użytkowników korzysta z jednego serwera, czyli z BlueSky Social.
Więc mamy tutaj dominację jednego dużego operatora.
Większość kont jest hostowana na instancjach kontrolowanych przez BlueSky.
Główne relaye i appview to te, które widać w oficjalnej aplikacji i one też należą do BlueSky.
Czyli tak naprawdę w rzeczywistości to BlueSky decyduje
Co widać, który serwer PDS można odfederować, jeżeli sprawia problemy, kiedy przestać go indeksować, kiedy przestać pokazywać jego treści.
Więc mamy tutaj taką typową, scentralizowaną władzę jednego podmiotu.
Po drugie mamy ograniczenia nałożone na serwery zewnętrzne.
Serwery prowadzone samodzielnie bywają likwidowane, są limity liczby użytkowników na serwerach, jest możliwość tego, że BlueSky może odmówić federacji z daną instancją, czyli teoretycznie każdy z nas może postawić sobie serwer,
ale nie ma gwarancji, że będziemy traktowali na równi z serwerami należącymi do BlueSky.
Po trzecie mamy warstwę identyfikatorów.
Jak już mówiłem konto jest identyfikowane identyfikatorem DID.
W tym momencie jest używana metoda mapowania.
D.I.D., która opiera się na pojedynczym rejestrze hostowanym przez Blue Sky.
I nawet sam zespół Blue Sky przyznaje, że w tym momencie jest to single point of failure.
I zapowiedzieli oni przeniesienie rejestru do niezależnej organizacji.
Ale dopóki to nie nastąpi, to mamy tutaj jedną centralną infrastrukturę identyfikacji użytkowników i tego nie możemy przeskoczyć.
Niestety nie ma na chwilę obecną innej opcji niż ten centralny punkt dla identyfikatorów.
Po czwarte mamy oficjalnego klienta, który nam wyświetla i moderuje feedy.
Dla większości użytkowników BlueSky to jest oficjalna aplikacja i wbudowany system moderacji.
Owszem, teoretycznie można napisać własnego klienta, można podłączać alternatywne labelery, jak już mówiłem wcześniej, tylko że przeciętny użytkownik tego nigdy nie zrobi.
Więc mamy tutaj to, że firma BlueSky definiuje tak naprawdę zasady i widoczność treści w głównym strumieniu.
Więc w praktycznym użyciu
Wygląda to jak jedna duża, zcentralizowana platforma.
Jest też coś takiego, co zostało nazwane iluzją decentralizacji.
Chodzi o to, że federacja w wydaniu BlueSky nie eliminuje zbierania danych behawioralnych, tylko je rozprasza.
Chodzi o to, że kiedy postujemy na BlueSky,
Nasze zachowanie jest zapisywane przez nasz serwer PDS.
Jeżeli ja sobie hostuję mój Personal Data Server, no to moje zachowania są zapisane na moim serwerze.
Ale nie tylko.
Są one też zapisywane przez serwer PDS moich obserwujących, przez relaye, przez które te dane przechodzą, przez usługi indeksujące i potencjalnie przez dostawców analityki, jeżeli operator danego serwera PDS je zintegruje.
Każdy węzeł tak naprawdę może stworzyć taki profil behawiolarny użytkownika niezależnie od innych.
Czyli mamy tutaj przykład, gdzie federacja nie zapobiega profilowaniu, nie zwiększa prywatności użytkownika, tylko wręcz odwrotnie, mnoży liczby podmiotów zdolnych do jego prowadzenia.
Czyli w przypadku protokołu BlueSkype,
Firmy mogą stworzyć własny serwer PDS tylko po to, żeby zbierać te dane, bo zapną sobie do niego własną analitykę i będą ściągały te dane bezpośrednio z sieci, bez pytania kogokolwiek o zgodę.
Czyli podsumowując, można powiedzieć, że BlueSky od strony protokołu, czyli teoretycznie, jest sfederalizowany, ale społecznie, operacyjnie i praktycznie jest to sieć scentralizowana.
To jest taka różnica pomiędzy otwartą architekturą, a rzeczywistością i realną władzą jednego podmiotu.
Kilka razy wspominałem tutaj o Mastodonie i porównywałem do Mastodonu sieć Blue Sky.
Po części z tego powodu, że
Mastodon przez długi czas był zdominowany przez kilka dużych instancji.
Kiedy ściągało się najbardziej popularne klienty Mastodona, można było założyć sobie konto na domyślnej instancji, co powodowało taką właśnie centralizację tej sieci.
Ale był to taki etap rozwoju sieci.
Podobnie może być z BlueSky, bo tak jak mówiłem, na poziomie protokołu jest to sieć sfeteralizowana.
Cały ekosystem zbudowany jest wokół otwartego, federacyjnego protokołu, który pozwala na niezależne serwery PDS, alternatywne relaye, upview, na portowalność kont i tak dalej.
Za kilka lat tak naprawdę okaże się, czy to, gdzie jesteśmy teraz, był tylko etap rozwoju sieci BlueSky,
Czy też tak naprawdę przejdziemy do etapu trochę takiego jak Twitter, gdzie wszystko będzie przechodzić przez infrastrukturę jednej firmy, która będzie miała prawo de facto blokować całe serwery, kształtować widoczność treści i stworzy z tego systemu system centralny.
Jeżeli kogoś to interesuje od strony technicznej, to zachęcam do przeczytania czy spojrzenia sobie na oficjalną dokumentację BlueSky i na bloga BlueSky, gdzie opisano szczegółowo całą federacyjną architekturę sieci.
Natomiast jeżeli nie lubicie czytać dokumentacji,
chcecie wiedzieć, jak na przykład Blue Sky wypada w porównaniu z Mastodonem dokładniej, bo ja już kilka razy porównywałem, to w następnym odcinku będzie analiza porównująca Blue Sky z Fediverse i z Nostr, czyli kolejną siecią rozproszoną, sfederalizowaną.
Zapraszam do wysłuchania.
I dziękuję za ten dzisiejszy odcinek.
Mam nadzieję, że się podobało.
Do usłyszenia.