Dzień dobry, nazywam się Marcin Lis i zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka podcastu What The Fox Says.
Na początek mała errata.
W poprzednim odcinku mówiłem o Formule 1 i powiedziałem, że będziemy mieli sześciu dostawców silnikowych.
Nie jest to do końca zgodne z prawdą, bo będziemy mieli pięciu dostawców silnikowych.
Mercedes, Red Bull Ford, Ferrari, Honda i Audi.
Nie wiem czemu, ale podświadomie mój mózg nie chce zaakceptować faktu, że zespół Alpine jeździ w tym sezonie na silnikach Mercedesa, a nie Renault.
Tak więc mamy pięciu dostawców silnikowych, nie sześciu.
A teraz do rzeczy.
Pierwszym tematem jest Alexa Plus.
Alexa Plus to asystent AI od firmy Amazon, która jest już dostępna dla wszystkich użytkowników w Stanach Zjednoczonych.
Alexa Plus to ulepszona, generatywna wersja asystenta Alexa firmy Amazon, oparta na sztucznej inteligencji.
Jak wspomniałem, jest ona dostępna dla wszystkich użytkowników Stanach Zjednoczonych.
Firma poinformowała, że funkcje AI będą dostępne bezpłatnie dla członków Prime na wszystkich urządzeniach.
Poza tym każdy może skorzystać z Alexa Plus bezpłatnie za pośrednictwem strony internetowej lub aplikacji mobilnej.
Oczywiście w przypadku użytkowników nie Prime z pewnymi ograniczeniami.
Członkowie Prime mają nieograniczony dostęp.
W zasadzie to jest taki, można powiedzieć, płatny poziom dostępu, który jest teraz włączony w Prime.
Dla pozostałych klientów korzystających z Alexa Prime przez czy to aplikację, czy stronę internetową są pewne ograniczenia.
Alexa Prime jest zbudowana jako model agnostik.
Oznacza to, że działa ona w oparciu o połączenie własnych modeli Amazona i modeli innych firm, pozwalając asystentowi wykonywać więcej niż tylko podstawowe zadania, jakie do tej pory wykonywała Alexa, wykorzystując do tego właśnie technologię sztucznej inteligencji dostosowaną do danego zadania.
Jako asystent AI Alexa Plus może prowadzić konwersacje w języku naturalnym, w tym zadawać pytania uzupełniające i wymieniać się z użytkownikiem informacjami.
Oprócz wykonywania zadań takich jak związanych z inteligentnym domem, planowania timerów czy podawania wiadomości i prognozy pogody, tak jak poprzednio,
Nowa Alexa potrafi wykonywać większość czynności, które potrafią inne chatboty, np. planować trasę podróży, aktualizować kalendarz, wyszukiwać i zapisywać wpisy kulinarne w bibliotece, rekomendować filmy, a nawet pomagać w odrabianiu lekcji.
Dodatkowo jest ona zintegrowana z usługami takimi jak Ticketmaster, Thumbtack, Uber, Angi, Expedia, Square, Yelp, OpenTable, Suno i podobnych, co pozwoli wykonywać bardziej złożone zadania takie jak rezerwowanie stolika w restauracji czy zamawianie przyjazdu Uberem.
Amazon nie opublikował jeszcze danych dotyczących poziomu akceptacji użytkowników, dlatego bardziej agencyjnego zastosowania, to znaczy tak naprawdę takiego, w którym sztuczna inteligencja działa autonomicznie, wykonując powierzone jej zadania.
Wcześniej przez rok trwały beta testy, więc wybrani klienci mieli możliwość wypróbowania funkcji AI lub ewentualnie powrotu do poprzedniej wersji.
Firma Amazon poinformowała, że opcja powrotu do starej Alexa nadal będzie dostępna, ale nie określi na jak długo.
Prawdopodobnie Amazon chce mieć jeszcze trochę czasu na ulepszenie doświadczeń użytkowników, zanim ta Alexa Plus stanie się oficjalnie jedyną obsługiwaną.
Podobnie jak kluczowym wskaźnikiem tutaj będzie odsetek osób rezygnujących z tej funkcji.
Mimo to Amazon musi pracować nad rozwiązywaniem błędów i reagowaniem na opinię użytkowników, a także musiał to robić jeszcze przed oficjalną premierą.
Dlaczego?
Dlatego, że niektórzy beta-testerzy narzekali na przykład na zbyt wygadaną lub przerywaną w niektórych niewłaściwych momentach wymowę.
Inni użytkownicy narzekali na nowy głos.
Amazon uwzględnił te uwagi i wprowadził zmiany.
Na przykład firma zmodyfikowała proces wdrażania, pozwalając Aleksie na wyjaśnienie jak zmienić swój głos, ponieważ niektórzy preferowali oryginalny głos Aleksy.
I ten głos jest nadal dostępny jako głos Alexa Plus numer 2, ale teraz wykorzystując AI, żeby dodać więcej akcentów.
Inny przykład to Amazon starał się zmniejszyć podatność Aleksy na niechciane przerwy.
Teraz na przykład Aleksa zapyta, czy to dla mnie, gdyż sztuczna inteligencja nie będzie pewna do kogo kierowana jest uwaga.
Cały proces jest również konfigurowalny, czyli klienci na przykład jeśli nie chcą mieć trybu śledzenia, który pozwala Aleksie kontynuować słuchanie po udzieleniu wypowiedzi mogą go wyłączyć.
Jeżeli chodzi o rzeczy takie jak osobowość asystenta, żeby można było ją ustawić na przykład tak, żeby była bardziej profesjonalna, nerdowska, ekscentryczna i tym podobne rzeczy, na razie jest to zapowiedziane.
Nie jest to jeszcze dostępne, ale ma być.
W fazie beta Amazon odnotował pozytywne trendy w zakresie wdrożenia, zarówno pod względem użytkowania, jak i zaangażowania użytkowników.
Co ciekawe, niewielu klientów zdecydowało się na wycofanie z tej funkcji i powrót do oryginalnej Aleksy.
Jeżeli chodzi o takie dane, to mamy np. że liczba strumieniowań muzyki wzrosła o 25% po aktualizacji do Aleksy+, a więcej klientów angażuje się w takie rzeczy jak przepisy kulinarne itp.
Ogółem klienci, przynajmniej w fazie beta testów, prowadzili 2 do 3 razy więcej rozmów z Alexą Plus w porównaniu z oryginalną.
Tak jak wspomniałem, Alexa Plus będzie darmowa dla członków Prime w USA, a klienci spoza Prime będą mogli zapłacić 20 dolarów miesięcznie za pełny dostęp, czyli jest to cena porównywalna np. z ChatGPT.
Amazon zaznacza, że będzie można korzystać za darmo z aplikacji w przeglądarce i na urządzeniach mobilnych z ograniczeniami, ale ograniczenia mają oficjalnie na celu ochronę przed nadużyciami.
Alexa Plus w Stanach Zjednoczonych będzie dostępna na urządzeniach Amazon z Alexą, w tym na produktach takich jak Echo, Fire TV na stronie Alexa Plus, na aplikacji mobilnej Alexa, ale też na urządzeniach z obsługą Alexa od partnerów, takich jak Samsung, Bose i inni.
Jak widać, tak naprawdę każdy wielki gracz chce mieć swojego asystenta AI.
Meta ma swoje, Meta AI...
X, czyli dawny Twitter ma groka, OpenAI ma chat GPT, a Amazon ma swoją Aleksę Plus.
Jest to chyba znak czasów, że każdy gracz musi mieć swojego.
Na tym tle bardzo wyróżnia się firma Apple, która jako chyba jedyna nie ma własnego asystenta, no bo ciężko nazwać Siri asystentem.
a ma zamiar korzystać z rozwiązania firmy trzeciej, czyli właśnie korzystać z Gemini od Google jako głównego silnika LLM wykorzystywanego przez Siri.
Czy to ma sens?
Zobaczymy.
Tak naprawdę teoretycznie może to mieć sens, tak jak mówiłem w jednym z poprzednich odcinków, gdzie mówiłem właśnie o kosztach związanych z otrzymywaniem całej infrastruktury potrzebnej do działania AI.
Bo czy to mówimy o Google, czy o Amazonie, czy o OpenAI, czy o X-ie z grokiem, działanie RLM-ów wymaga posiadania naprawdę potężnych datacenter, dużej ilości energii, zasobów obliczeniowych itd.
W przypadku firmy Apple ich podejście jest inne.
Po prostu kupują gotowy serwis, którego nie muszą sami rozwijać, bo kupują po prostu gotową usługę od firmy Google.
Za jakiś czas okaże się, które podejście jest lepsze.
Tańsze, bardziej dostosowywalne dla użytkowników.
Na chwilę obecną podejrzewam, że jeszcze przez jakiś czas będziemy obserwować wysyp nowych agentów AI od różnych firm, ponieważ każdy chce się wybić na fali zainteresowania tym tematem.
A teraz temat zupełnie z innej beczki.
W ostatnich miesiącach coraz więcej mówi się o tym, jak technologia zmienia nasze codzienne płatności.
Temat, o którym chcę wspomnieć, może zrewolucjonizować sposób, w jaki przesyłamy pieniądze między krajami europejskimi.
Chodzi mi i o interoperacyjność systemów płatności mobilnych, a konkretnie chcę tutaj powiedzieć o przełomowym pilotażu, który właśnie miał miejsce między Hiszpanią a Polską.
W ostatnich dniach zrealizowano pierwszy pilotażowy przelew w euro z hiszpańskiego systemu płatności Bizum na numer telefonu zarejestrowany w bliku w banku PKO BP.
To nie jest pierwszy taki test.
Pod koniec 2025 roku podczas konferencji Web Summit w Lizbonie zaprezentowano pierwszą transakcję z udziałem Blika.
Tamtym razem było to z udziałem portugalskiego systemu MBWay.
Teraz dzięki współpracy z hiszpańskim Bizum kolejny krok został uczyniony.
Użytkownik z Hiszpanii mógł przesłać środki bezpośrednio na telefon klienta PKO BP korzystającego z aplikacji ICO.
To jest kolejny dowód na to, że technologia jest gotowa, aby umożliwić natychmiastowe, proste i bezproblemowe przelewy między krajami bez konieczności instalowania dodatkowych aplikacji, ale też bez konieczności korzystania z amerykańskich systemów płatności.
Celem tych działań jest stworzenie standardu, który pozwoli na swobodne przesyłanie pieniędzy pomiędzy użytkownikami różnych systemów płatności mobilnych w Europie.
Wyobraźcie sobie, że wysłanie przelewu na numer telefonu do znajomego za granicą będzie równie proste jak lokalna transakcja.
To rozwiązanie, na które czeka w tym momencie niemal 450 milionów Europejczyków.
Prezes Blick podkreśla, że każdy kolejny test przybliża nas do momentu, w którym takie operacje staną się po prostu codziennością.
Blick nie ogranicza się tylko do współpracy z Bizum czy MBWay.
Blik od 2025 roku jest członkiem stowarzyszenia EuroPA i współpracuje z partnerami z Hiszpanii, Portugalii, Włoch oraz krajów nordyckich, aby zapewnić interoperacyjność w zakresie błyskawicznych przelewów peer-to-peer.
To nie wszystko.
Blik już teraz umożliwia płatności za granicą zarówno w terminalach płatniczych, jak i sklepach internetowych.
Dzięki współpracy z globalnymi dostawcami usług płatniczych takimi jak AIDEN, PayU czy Stripe, użytkownicy mogą korzystać z blika na platformach takich jak AliExpress, Booking czy Google Play.
Interoperacyjność to nie tylko wygoda, ale też szansa na większą integrację europejskiego systemu płatności.
Dzięki takim rozwiązaniom granice między krajami stają się mniej widoczne, a przesyłanie pieniędzy szybsze i bardziej dostępne.
To także krok w kierunku unifikacji standardów europejskich, co może przyspieszyć rozwój cyfrowych usług finansowych w całej Europie.
Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, już wkrótce przesyłanie pieniędzy między krajami będzie równie proste i intuicyjne jak wysłanie wiadomości SMS.
Dodatkowo, nie da się ukryć, że mają to być europejskie systemy i europejskie standardy, co oznacza zwiększenie niezależności od amerykańskich systemów finansowych, takich jak Visa czy Mastercard, co w obecnej sytuacji polityczno-rynkowej może być bardzo dobrym rozwiązaniem, zwiększającym też bezpieczeństwo finansowe Europy.
A teraz o badaniu przeprowadzonym przez profesora Karima Jerbiego z Wydziału Psychologii Uniwersytetu w Mentoralu, które miało na celu odpowiedzieć na pytanie, czy generatywne systemy sztucznej inteligencji, takie jak np. chat GPT, są zdolne do prawdziwej kreatywności.
W ramach tych badań porównano kreatywność człowieka ze zdolnościami twórczymi i dużych modeli językowych.
Wyniki badań opublikowano w czasie piśmie Scientific Reports i wskazują one na to, że generatywne systemy sztucznej inteligencji osiągnęły poziom, na którym mogą przewyższać przeciętnego człowieka w niektórych wskaźnikach kreatywności.
Jednocześnie
Badanie jasno pokazuje, że najbardziej kreatywne osoby nadal przewyższają wydajnością nawet najsilniejsze modele sztucznej inteligencji.
W ramach badań naukowcy przeanalizowali kilka głównych dużych modeli językowych, w tym ChatGPT, Cloud, Gemini i porównali ich wyniki z danymi wychodzącymi od 100 tysięcy użytkowników.
Niektóre systemy sztucznej inteligencji, w tym GPT-4, uzyskały lepsze wyniki niż przeciętny człowiek w zadaniach mierzących rozbieżną kreatywność językową.
Badanie to pokazuje, że niektóre systemy sztucznej inteligencji oparte na dużych modelach językowych mogą obecnie przewyższać przeciętną ludzką kreatywność w dobrze zdefiniowanych zadaniach.
Wynik taki może być zaskakujący, a nawet niepokojący, ale uwypukla to również ważną obserwację.
Nawet najlepsze systemy wciąż nie dorównują poziomom osiąganym przez najbardziej kreatywnych ludzi.
Przy bliższym przyjrzeniu się wynikom badacze odkryli, że najbardziej kreatywna połowa uczestników osiągała wyższe średnie wyniki niż wszystkie testowane systemy sztucznej inteligencji, a różnica ta była jeszcze wyraźniejsza wśród 10% najbardziej kreatywnych osób.
Jak tego dokonano?
Jest to bardzo ciekawa historia.
Aby dokonać rzetelnego porównania między ludźmi a maszynami, zespół badaczy wykorzystał kilka metod.
Jedną z nich było tzw. zadanie skojarzeń rozbieżnych.
Jest to test psychologiczny zaprojektowany do pomiaru kreatywności rozbieżnej, czyli zdolności do generowania wielu oryginalnych i zróżnicowanych pomysłów na podstawie jednego pytania.
Stworzony przez współatora badania test prosi uczestników, zarówno ludzi, jak i sztuczną inteligencję, o wygenerowanie 10 słów, które jak najbardziej różnią się od siebie znaczeniowo.
Chodzi o to, żeby wymyślić jakąś kreatywną odpowiedź, na przykład galaktyka, widelec, wolność, algi, harmonika, kwant, nostalgia, aksamit, huragan, fotosynteza, czyli słowa, które są zupełnie z sobą niezwiązane.
Wyniki osiągane w tym zadaniu przez ludzi są zbliżone do wyników innych powszechnie stosowanych testów kreatywności, stosowanych w generowaniu pomysłów, pisaniu i kreatywnym rozwiązywaniu problemów.
Chociaż samo zadanie opiera się na języku, nie testuje ono wyłącznie słownictwa,
Zamiast tego odwołuje się ono do szerszych procesów poznawczych związanych z myśleniem twórczym w wielu dziedzinach.
Kolejną zaletą tego testu jest jego szybkość i dostępność, ponieważ jego wykonanie zaledwie zajmuje 2-4 minut i jest dostępne online dla wszystkich.
Opierając się na wynikach tego badania, naukowcy zbadali, czy wyniki sztucznej inteligencji w tym podstawowym zadaniu skojarzeń słownych mogą przełożyć się na bardziej złożone twórcze działania.
Aby to sprawdzić, bezpośrednio porównali systemy AI z żywymi uczestnikami biorącymi udział w zadaniach z kreatywnego pisania.
Obejmowały one takie rzeczy jak pisanie haiku, czyli krótkiej, trzywersowej formy poetyckiej, ale też tworzenie streszczeń fabuły filmu czy tworzenie opowiadań.
Po raz kolejny zależność była wyraźna.
Chociaż systemy AI czasem przewyższały przeciętnych uczestników, najbardziej utalentowani nadal wzywali wyraźną przewagę nad AI.
Odkrycia te postawiły bardzo ważne pytanie uzupełniające.
Czy kreatywność sztucznej inteligencji można sztucznie kształtować albo kontrolować?
Według autorów tego badania jest to możliwe.
Jednym z kluczowych czynników jest temperatura modelu, czyli uwarunkowania techniczne, które wpływają na to, jak przewidywalne lub jak ryzykowne są odpowiedzi sztucznej inteligencji.
Chodzi o to, że przy niższych temperaturach systemu AI generują bezpieczniejsze i bardziej przewidywalne wyniki.
Przy wyższych temperaturach odpowiedzi stają się bardziej zróżnicowane i mniej ograniczone, co zachęca systemy do podejmowania ryzyka i tworzenia bardziej oryginalnych skojarzeń.
Naukowcy odkryli też, że sposób pisania odpowiedzi odkrywa kluczową rolę.
Na przykład instrukcje, czyli prompty, które zachęcają modele sztucznej inteligencji do rozważania pochodzenia i struktury słów, co w znaniem rzeczy takich jak etymologia, prowadzą do bardziej nieoczekiwanych wyników.
Łącznie wyniki pokazują, że kreatywność sztucznej inteligencji w dużym stopniu zależy od wkładu i wskazówek człowieka, co sprawia, że interakcja między ludźmi a maszynami stanowi centralny element tego procesu twórczego.
Wyniki badania pokazują też ciekawą perspektywę, bo wiele osób ma obawy, że sztuczna inteligencja może zastąpić kreatywnych specjalistów.
I chociaż, jak wyszło, niektóre systemy AI mogą obecnie dorównywać kreatywnością ludziom w określonych zadaniach,
to z badań wynika też bardzo prosto, że AI mają pewne ograniczenia i wciąż są bardzo zależne od ludzkiej kreatywności, jeżeli chodzi o to, jaki prompt dostają.
Czyli mamy tak naprawdę taką wiadomość, że generatywna sztuczna inteligencja może być przede wszystkim bardzo potężnym narzędziem w służbie ludzkiej kreatywności.
Nie jest ona w stanie zastąpić twórców, ale może zmienić sposób, w jaki ci twórcy tworzą i może stanowić bardzo dużą pomoc dla tych twórców, jeżeli zdecydują się oni z niej korzystać.
Więc w tym momencie zamiast mówić o tym, że AI zastąpi twórców, artystów, można patrzeć na to tak, że technologia może służyć im jako taki kreatywny asystent, który będzie poszerzał możliwości tych artystów, zwiększać ich pole inspiracji.
ale to wszystko zależy właśnie od tego, jaki prompt zostanie podany.
Z punktu widzenia ludzi jest to bardzo dobra wiadomość, bo oznacza to, że AI nie zastąpi ludzi bezpośrednio, że nadal do pracy i do tworzenia, jeżeli tak to można nazwać,
ludzie będą wymagani, będą potrzebni, bo to ludzie podają prompt do AI, na podstawie którego AI dopiero generuje wyniki.
A teraz trochę o amerykańskim przemyśle samochodowym.
Niedawno Stellantis
Ujawnił obciążenie w wysokości 26 miliardów dolarów wynikające z gruntownej restrukturyzacji firmy.
Jedną z rzeczy ma być wycofanie się z produkcji pojazdów elektrycznych.
W efekcie akcje Stellantis, a raczej kurs akcji Stellantis spadł o ponad 20%.
Jest to działanie zgodne z działaniami innych producentów samochodów w USA, którzy wycofują się z produkcji pojazdów wyłącznie elektrycznych na rzecz produkcji dużych paliwożernych ciężarówek, takich jak Ford F-150, ale też dużych samochodów SUV, takich jak Chevrolet Suburban.
Co ciekawe, chińscy producenci samochodów podążają w przeciwnym kierunku i odnotowują globalny wzrost napędzany przez pojazdy elektryczne.
Tradycyjni producenci samochodów stracili miliardy dolarów na pojazdach elektrycznych i wycofują się z ich produkcji, częściowo z utraty federalnej ulgi podatkowej, ale też słowego popytu ze strony konsumentów.
Nawet Tesla, czyli pionier branży pojazdów elektrycznych, stoi aktualnie w obliczu dużej presji, bo została wyprzedzona przez chińskiego producenta samochodów BID, jeżeli chodzi o sprzedaż pojazdów elektrycznych.
Wiąże się to z tym, że marka Elona Muska straciła w tym roku na atrakcyjności, co przełożyło się na straty w udziałach w rynku europejskim, podczas gdy BID zwiększył eksport w Europie i na całym świecie.
Tesla niedawno anulowała produkcję dwóch najstarszych, no i też najgorzej sprzedających się modeli, aby przebudować amykańską fabrykę robotów humanoidalnych.
Po latach przewodzenia
elektryfikacji.
Elon Musk coraz bardziej skupia się na innych dziedzinach, zwłaszcza na robotach, taksówkach autonomicznych i swojej firmie zajmującej się sztuczną inteligencją, którą połączył ze SpaceX.
Tymczasem udział chińskich marek samochodowych w rynku światowym wzrósł o prawie 70% w ciągu pięciu lat, a wielu ekspertów widzi w nich zagrożenie dla amerykańskich producentów samochodów, co wiąże się ze spodziewanym wejściem marek chińskich na rynek amerykański.
Wśród światowych producentów samochodów panuje obawa, że ich chińscy konkurency, tacy jak firmy BID czy Geli, mogą zalać rynki globalne, obniżając ich krajową produkcję i ceny pojazdów.
Stany Zjednoczone przyjęły podejście protekcjonistyczne, wprowadzając stuprocentowe cła na samochody importowane z Chin, ale chińscy producenci odnieśli sukces w Europie, Ameryce Południowej, ale też w innych częściach świata.
Przedsiębiorstwa motoryzacyjne w Stanach Zjednoczonych, gdzie przemysł motoryzacyjny generuje około pięciu produktów PKB, martwią się długoterminowymi konsekwencjami tego.
Według Terego Wojciechowskiego, byłego dyrektora GM, chiński przemysł motoryzacyjny stanowi obecnie egzystencjalne zagrożenie dla tradycyjnych amerykańskich producentów samochodów.
Istnieje ryzyko dla amerykańskiego przemysłu tradycyjnego, które ogranicza się nie tylko do chińskich państw elektrycznych, ale też do połączenia stałego wsparcia rządowego, pionowo zintegrowanych łańcuchów dostaw i szybkości produkcji.
Te korzyści według niego, które wykorzystują chińskie firmy, obniżają koszty i przyspieszają realizację zamówień.
Jednocześnie obecne nasycenie chińskiego rynku wewnętrznego skłania chińskich producentów samochodów do agresywnej ekspansji na rynki globalne.
Eksperci twierdzą, że wzrost gospodarczy Chin napędzany jest przez rządowe finansowanie firm, ale też przez kulturę innowacyjności i szybkości, którą kraj ten zaszczepił swoim pracownikom.
Co ciekawe...
Firmy zostały zmuszone do rozpoczęcia eksportu na główne rynki motoryzacyjne na świecie, takie właśnie jak rynek europejski, przez spowolnienie na rynku chińskim, co w efekcie powodowało niepełne wykorzystywanie mocy produkcyjnych.
Ekspansja pojazdów elektrycznych w Chinach jest tak naprawdę imponująca.
W Chinach w roku 2020 sprzedawało się pół miliona pojazdów elektrycznych.
W 2025 sprzedało się prawie 5 milionów.
Poza Chinami sprzedaż chińskich państw elektrycznych również wzrosła i to o ponad 1300%.
Z niecałych 33 tysięcy do prawie pół miliona.
W tym czasie, gdy Chiny mocno rozwijają swój udział w rynku samochodów elektrycznych, wielka trójka producentów samochodów z Detroit, czyli GM, Ford i Chrysler, a tak naprawdę Stellantis, który jest spółką macierzystą Chryslera,
straciły udział w globalnym rynku z ponad 20% do 15%.
Możemy zaobserwować szybki rozwój chińskich producentów samochodów w regionach o niższych dochodach i słabiej rozwiniętych, takich, które historycznie były rękami wzrostu dla amerykańskich producentów samochodowych.
Mówimy tutaj o Ameryce Południowej, Indiach, Meksyku.
Chińskie firmy podbijają również Europę, gdzie udział w sprzedaży wzrósł z praktycznie zera w roku 2020 do prawie 10% w grudniu zeszłego roku.
Chiny ogłosiły też ekspansję na rynek kanadyjski, gdzie zniesiono taryfy na pojazdy importowane z Chin, a robiono to w związku ze sporem handlowym z administracją amerykańską.
Ciekawostką jest to, że Chińczykom bardzo sprawę ułatwiło przejście na napęd elektryczny.
Stało się tak, ponieważ Chińczycy mają odpowiednie produkty.
Produkują baterie, silniki, mają technologię.
A stało się to dlatego, że Chiny chciały uniezależnić się od ropy naftowej, ponieważ same nie dysponują jakimiś ogromnymi jej zasobami.
Według prognoz liczba chińskich pojazdów elektrycznych nadal będzie rosła na całym świecie.
W 2030 roku ma osiągnąć 6,5 miliona sztuk, a w 2035 prognozowane jest osiągnięcie 8,5 miliona sztuk.
Co ciekawe, prognozy przewidują też dalszą ekspansję na rynkach amerykańskich, gdzie w ostatnich latach tak naprawdę tylko kilka pojazdów było importowanych z Chin.
Ponieważ Stany Zjednoczone są dojrzałym rynkiem, a prognozy wskazują, że sprzedaż utrzyma się tam na stałym poziomie mniej więcej 16,5 miliona sztuk rocznie,
Nowi gracze, którzy będą musieli wejść na rynek, żeby się tam zamieścić, będą musieli przejąć udziały w rynku od istniejących marek i producentów samochodów.
Oznacza to, że potencjalne wejście tam marek chińskich jeszcze bardziej zmniejszy rynek dla firm amerykańskich.
Co już na rzecz innowacji motoryzacyjnych, czyli grupa lubbingowa, która reprezentuje niemal wszystkich producentów samochodów w USA.
Chcę temu zapobiec.
W grudniu zeszłego roku wezwała ona kongres i administrację do uniemożliwienia chińskim producentom samochodów wspieranym przez rząd chiński wejścia na rynek amerykański i rozpoczęcia tam produkcji.
Producenci samochodów działający w tym momencie na terenie Stanów Zjednoczonych zmagają się z dużą presją rynkową ze strony Chin, co według nich stanowi bezpośrednie zagrożenie dla globalnej konkurencyjności i bezpieczeństwa narodowego Ameryki.
Już o bezpieczeństwie narodowym mówiłem kilka razy, jest to takie bardzo fajne wyświetlane hasło, które można użyć do wszystkiego.
Co ciekawe, amerykańscy producenci samochodów wydali miliardy dolarów na opracowanie nowych pojazdów elektrycznych i prowadzenie ich na rynek.
Robili to w ramach regulacji i zachęt wprowadzonych przez administrację poprzedniego prezydenta, które zostały w dużej mierze anulowane przez administrację obecnego prezydenta.
Oznacza to, że wydano niesamowite pieniądze na coś, z czego w tym momencie się wycofują.
Sprzedaż samochodów elektrycznych w USA osiągnęła szczyt we wrześniu zeszłego roku.
To było jeszcze przed końcem federalnych usług podatkowych.
Osiągnęła wtedy ponad 10% udziału w rynku nowych pojazdów.
Po likwidacji ulg podatkowych popyt spadł do 5%.
Ekspansja firm chińskich to problem nie tylko dla dużych amerykańskich producentów samochodów.
Dotyczy to też amerykańskich startupów zajmujących się produkcją pojazdów elektrycznych, takich jak na przykład Rivian Automotive czy wspierany przez Arabię Saudyjską Lucid.
Obie te firmy zajmują się wyłącznie produkcją pojazdów elektrycznych w USA i aktualnie stoją w obliczu poważnych wyzwań związanych ze sprzedażą swoich produktów, ale też z utrzymaniem rentowności.
W obliczu problemów z popytem startupy próbują przyciągnąć inwestorów reklamując się jako firmy technologiczne, a nie producenci samochodów, czyli naśladując trochę to, co robiła Tesla.
Czy im się to uda?
Tak naprawdę trudno powiedzieć.
Podobnie zresztą jest w Europie.
Firmy motoryzacyjne mają coraz większy problem z konkurowaniem z firmami chińskimi.
Wynika to po części z faktu różnic w kosztach produkcji, ale też z tego, że
Jeżeli na przykład chodzi o auta elektryczne i o baterie, bardzo duża część baterii produkowana jest w Chinach.
Ani rynek europejski, ani rynek amerykański nie są w stanie samodzielnie produkować pełni aut elektrycznych od zera, bez udziału chińskiego rynku.
Dodatkowo Chinom zarzuca się to, że firmy motoryzacyjne są promowane przez rząd chiński, ale też, że są dotowane, nawet jeżeli nie bezpośrednio, to przez ulgi podatkowe, zmniejszone obciążenia fiskalne, ułatwienia w eksporcie itp.,
dzięki czemu mogą one sprzedawać swoje produkty taniej na rynkach innych niż chiński i konkurować z innymi producentami ceną bardzo wyraźnie.
ale jest to też tak naprawdę, można powiedzieć, nieuczciwa konkurencja wobec innych producentów, ponieważ czy to producenci europejscy czy amerykańscy nie mają szans produkować tak tanie, ponieważ ich rządy nie dopłacają im do produkcji tak mocno, jak rząd chiński swoim producentom.
Skoro mówimy o rynku amerykańskim,
W amerykańskiej kulturze pracy zmieniła się narracja dotycząca wpływu sztucznej inteligencji na rynek pracy.
Do tej pory mówiło się, że AI odbierze ludziom pracę.
Teraz mówi się, że sztuczna inteligencja uratuje ludzi przed pracą.
Owszem, mówi się, że niektóre zawody umysłowe znikną, ale w przypadku większości stanowisk sztuczna inteligencja ma być tzw. czynnikiem mnożnikowym, czyli ma powodować, że pracownicy staną się bardziej kompetentni, będą lepszymi prawnikami, konsultantami, pisarzami, lepszymi programistami, czy niezastąpionymi analitykami finansowymi itd.
Czyli, że AI będzie pracowała dla pracownika,
Pracownik będzie pracował mniej, firmy będą zarabiać więcej, wszyscy są szczęśliwi.
Jednak najnowsze badanie opublikowane w Harvard Business Review pokazuje, że tak nie jest.
Według tego badania okazuje się, że firmy są zagrożone stanięciem się maszynami do wypalania zawodowego pracowników.
W ramach tego, co naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley nazywają badaniami w toku, spędzili oni 8 miesięcy w 200-osobowej firmie technologicznej, obserwując co się dzieje, gdy pracownicy naprawdę zaczynają ostro używać sztucznej inteligencji.
Z badań i pogłębionych wywiadów wynika, że nikt w firmie nie był poddawany presji, nikomu nie nakazano osiągnięcia nowych celów.
ludzie sami z siebie zaczęli robić więcej, ponieważ narzędzia, których używali, sprawiały,
że więcej wydawało się wykonalne, czyli ludzie sami sobie podnieśli normy, sami narzucili na siebie presję.
W efekcie, ponieważ mogli robić więcej, praca zaczęła zajmować im więcej czasu.
Zaczęli wykonywać ją w trakcie przerw obiadowych, wieczorami.
Praca zaczęła wypełniać im każdą godzinę, którą mieli odzyskać dzięki temu, że AI im pomoże.
Jak w trakcie jednego z takich półgłębionych wywiadów powiedział jeden z inżynierów, myśleli oni, że dzięki sztucznej inteligencji można być bardziej produktywnym, zaoszczędzić trochę czasu i pracować mniej.
Ale tak naprawdę nie pracuje się mniej.
Pracuje się tyle samo, a nawet więcej.
Podejście takie wychodzi nie tylko w badaniach.
Na forum technologicznym Hacker News jeden z uczestników napisał, cytuję, czuję to, odkąd mój zespół przeszedł na styl pracy oparty na sztucznej inteligencji, oczekiwania wzrosły trzykrotnie, stres potroił się, a rzeczywista produktywność rosła tylko o jakieś 10%.
To fascynujące i bardzo niepokojące zjawisko.
Chodzi o to, czy korzyści ze sztucznej inteligencji są rzeczywiście realne,
Czy inwestycja w sztuczną inteligencję rzeczywiście aż tak zwiększa produktywność, ale też jaki ma wpływ na pracowników?
Są też i inne badania.
W zeszłym roku przeprowadzono badanie, które wykazało, że doświadczeni programiści korzystający z narzędzi AI potrzebowali o 19% więcej czasu na realizację swoich zadań, jednocześnie uważając, że wykonują ją o 20% szybciej.
W tym samym czasie inne badanie przeprowadzone przez National Bureau of Economic Research, które śledziło wdrażanie AI w tysiącach miejsc pracy, wykazało, że wzrost produktywności wyniósł zaledwie 3% oszczędności czasu, czyli tak naprawdę nie miał znaczącego wpływu ani na liczbę przepracowanych godzin, ani na zarobki ludzi.
a jedynie wiązał się z kosztami wdrożenia AI.
Problemem, o którym nikt nie myśli, bo nie jest to typowy problem finansowy, jest to, do czego prowadzi całe takie udoskonalanie procesu, czyli wdrożeń AI i w efekcie presji na pracowników,
robili więcej, bo prowadzi ono do zmęczenia, wypalenia, rosnącego takiego poczucia, że trudniej jest przestać pracować.
Zwłaszcza w momencie, kiedy oczekiwania organizacji są zwiększone, jeżeli chodzi o szybkość, responsywność pracowników.
Więc coś, co miało pomóc ludziom w osiąganiu lepszych wyników i miało być rozwiązaniem problemów pracowników, może stać się źródłem zupełnie innego problemu.
Ponieważ po pierwsze, jeżeli nie mamy wzrostu produktywności, a jednocześnie mamy wzrost kosztów, bo wdrożenie i utrzymanie systemów AI nie jest tanie, no to firma zarabia mniej.
Po drugie, taka zwiększona presja i obciążenie na pracownikach powoduje szybsze wypalenie, co w efekcie grozi tym, że pracownicy będą pracować gorzej albo przestaną pracować w ogóle, bo po prostu się wypalą i postanowią albo zmienić zawód, albo rzucić tą robotę i przysłowiowo wyjechać w Bieszczady.
Albo skończy się to dla nich załamaniem nerwowym, czy jeszcze innymi chorobami psychicznymi, co będzie zwiększało i to koszty firm, ale też koszty ludzkie tak naprawdę, bo nikt nie chciałby wylądować w wariatkowie od przepracowania.
Więc...
Pytanie bardzo zasadne jest takie, czy AI w pracy rzeczywiście pomaga, czy nie do końca, oraz czy w ogólnym rozrachunku, jeżeli liczymy koszty i zyski, ale nie tylko finansowe, ale też koszty ludzkie i zyski ludzkie, czy w ogóle się opłaca.
I to by było tyle na dzisiaj.
Dziękuję za wysłuchanie tego odcinka.
Mam nadzieję, że się podobało.
I zachęcam do komentowania pod odcinkami na stronie podcastu.
Dziękuję jeszcze raz i do usłyszenia.