Dzień dobry, nazywam się Marcin Lis i zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka podcastu What the Fox says.
Dzisiejszym głównym tematem będzie firma Palantir i to jak próbowała wejść na rynek szwajcarski.
Ale zanim do tego dojdziemy, kilka innych, pełniejszych tematów.
Na początek trochę o AI, tym razem w medycynie.
Narzędzia generatywnej sztucznej inteligencji zaskoczyły badaczy.
Okazało się, że można zbudować dokładne modele służące do przewidywania przedwczesnego porodu przy ich pomocy znacznie szybciej niż tylko pracą ludzi.
I co ciekawsze, często przewyższając pracę ludzi.
Pokazuje to, że sztuczna inteligencja może znacząco przyspieszyć odkrycia medyczne, a też w tym przypadku akurat poprawić opiekę nad noworodkami i matkami oraz kobietami ciężarnymi.
Chodzi o to, że w ramach wczesnych testów w warunkach rzeczywistych, w badaniach nad zdrowiem, naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco odkryli, że AI może lepiej analizować duże zbiory danych medycznych niż tradycyjne zespoły badawcze.
No akurat wydaje mi się, że nie jest to coś dziwnego.
W końcu do tego AI między innymi zostało stworzone.
Naukowcy jednakże chcieli to sprawdzić i udowodnić, przeprowadzili więc bezpośrednie porównanie.
Część zespołów polegała wyłącznie na wiedzy ludzkiej, podczas gdy inne zespoły łączyły naukowców z pracą sztucznej inteligencji.
Wszystkie zespoły zostały poproszone o zmierzenie się z tym samym wyzwaniem – przewidzenie porodu przedwczesnego na podstawie danych pochodzących od ponad tysiąca kobiet w ciąży.
Okazało się, że nawet młoda para składająca się ze studenta studiów magisterskich i ucznia liceum z powodzeniem zbudowała modele predykcyjne za pomocą sztucznej inteligencji.
Byli oni w stanie wygenerować funkcjonalny kod komputerowy w ciągu kilku minut.
Normalnie takie zadanie wymagałoby od doświadczonych programistów kilku godzin, czasami nawet dni.
Kluczową zaletą AI jest jej zdolność do generowania kodu analitycznego na podstawie krótkich, zwartych, technicznych poleceń.
Oczywiście nie każdy taki system działał dobrze.
Tylko 4 z 8 chatbotów AI wygenerowało użyteczny kod.
Mimo wszystko te, którym się udało, nie wymagały dużych zespołów ekspertów i był to kod działający.
Dzięki temu badacze byli w stanie przeprowadzić eksperymenty, zweryfikować ich wyniki, a później opublikować je w czasie piśmie naukowym.
A wszystko to w przeciągu tylko kilku miesięcy.
Według jednej z badaczek narzędzia AI mogłyby wyeliminować jedno z największych wąskich gardeł w nauce o danych, czyli budowanie procesów analitycznych.
Przyspieszenie takie może pomóc pacjentom, którzy potrzebują pomocy teraz, a nie za kilka lat.
Szybsza analiza danych może doprowadzić do udoskonalenia narzędzi diagnostycznych w przypadku porodów przedwczesnych.
Chodzi o to, że porody przedwczesne są główną przyczyną zgonów noworodków i w znacznym stopniu przyczyniają się do długotrwałych zaburzeń motorycznych i poznawczych tych dzieci, które się urodzą w trakcie takiego porodu.
W Stanach Zjednoczonych każdego dnia rodzi się przedwcześnie około tysiąca dzieci.
Pomimo wpływu tego zjawiska, naukowcy wciąż nie do końca rozumieją, co je wywołuje.
Naukowcy chcieli znaleźć odpowiedź na to pytanie.
W ramach tego zebrali dane dotyczące mikrobiomu od około 1200 kobiet w ciąży w ramach 9 różnych odrębnych badań, podczas których śledzili każdą ciążę aż do porodu.
Jednak sama objętość oraz też złożoność tych danych trudniała ich analizę ludziom.
Aby temu zaradzić, naukowcy zwrócili się o pomoc do ekspertów z zewnątrz, organizując globalny konkurs Dialogue of Reverse Engineering Assessment and Methods, czyli DREAM, który miał na celu stworzenie procesu albo programu do obsługi tych danych.
Ponad 100 grup badawczych z całego świata rywalizowało w ramach tego konkursu DREAM i miało na celu zaprojektować algorytmy uczenia maszynowego, które będą zdolne do identyfikacji wzorców związanych z porodem przedwczesnym.
Zespół poprosił też 8 systemów AI o niezależne zbudowanie algorytmów z wykorzystaniem tych samych danych, które mieli do korzystania ludzie, ale bez wsparcia kodowania przez człowieka.
Każde narzędzie AI otrzymało starannie zaprojektowane prompty zbudowane w języku naturalnym.
Systemy otrzymywały instrukcje w prostym języku, ale z precyzyjnymi wskazówkami, aby analizować dane medyczne w sposób porównywalny z tymi zespołami ludzkimi.
Cel był taki sam jak w konkursie, czyli ocena danych mikrobiomu pochwy pod kątem wskaźników porodu przedwczesnego oraz badanie próbek krwi lub łożyska w celu oszacowania wieku ciążowego.
Chodzi o to, że datowanie ciąży jest praktycznie zawsze szacunkowe, ale odkrywa kluczową rolę w kierowaniu opieką medyczną.
Kiedy szacunek jest niedokładny, lekarze mogą mieć trudności z przygotowaniem się do porodu we właściwym czasie.
Po uruchomieniu kodu, który został wygenerowany przez AI na zestawach danych, naukowcy odkryli, że 4 z 8 narzędzi wygenerowało modele predykcyjne, które działały równie dobrze, jak te stworzone przez zespoły biorące udział w konkursie DREAM, a w niektórych przypadkach nawet lepiej.
Cały proces od wstępnej koncepcji do zgłoszenia do czasopisma dzięki użyciu AI został ukończony w zaledwie 6 miesięcy.
Oczywiście naukowcy ostrzegają, że systemy sztucznej inteligencji mogą generować mylące wyniki i nadzór ludzki pozostaje tutaj niezbędny, więc technologia ta nie zastępuje wiedzy naukowej.
Jednakże dzięki szybkiemu przetwarzaniu ogromnych zbiorów danych generatywna sztuczna inteligencja może pozwolić badaczom poświęcić mniej czasu na budowę programowania służącego do obróbki tych danych, a więcej na interpretację wyników
i co z tego wynika zadawanie trafniejszych pytań naukowych.
Jak to powiedział jeden z badaczy, dzięki generatywnej sztucznej inteligencji naukowcy z ograniczonym doświadczeniem w nauce o danych nie zawsze będą musieli nawiązywać szerokie kontakty ani spędzać godzin na opracowywaniu kodu.
Mogą skupić się na udzielaniu odpowiedzi na właściwe pytania biomedyczne.
Oczywiście w tym przypadku mówimy o badaniach dotyczących przedwczesnego porodu, ale tak naprawdę metody takie, czyli budowania oprogramowania służącego do obróbki dużych ilości danych przy użyciu AI można wykorzystać do każdych danych.
Czyli w każdym przypadku naukowcy mogą skorzystać z czegoś takiego, aby uzyskać
dedykowane oprogramowanie, które będzie obrabiać duże ilości danych, dając im dokładnie te wyniki, których potrzebują.
Czyli nie będzie tej obróbki niepotrzebnych danych, będzie można skupić się tylko i wyłącznie na tym, co naukowców interesuje.
Patrząc na to, jak przyspiesza to pracę, jest to pewien potencjał.
Wiadomo, że trzeba pamiętać o tym, że musi być ludzki nadzór.
Ale wydaje mi się, że akurat jeżeli chodzi o obróbkę dużej ilości danych, to generatywna szuszna inteligencja jest całkiem sensownym jej użyciem.
Bo jednak jakby nie patrzeć, do tego została stworzona.
A teraz czas na kolejny temat.
A teraz czas na drugi temat.
Chodzi o to, czy satelity mogą pomóc w wykrywaniu problemów budowlanych, zwłaszcza jeżeli chodzi o problemy budowane mostów.
Niedawno przeprowadzone badanie wykazało, że mosty w Ameryce Północnej i w Afryce są najbardziej narażone na awarię.
Naukowcy sugerują wykorzystanie monitoringu satelitronnego do wczesnego wykrywania problemów i zapobiegania zawaleniu się mostów.
W globalnej analizie 744 mostów obopikowanej w czasopiśmie Nature Communication, międzynarodowa grupa badaczy odkryła, że mosty w Ameryce Północnej są oczywiście średnio, w najgorszym stanie.
Zaraz za nimi plasują się mosty afrykańskie.
Zespół naukowców proponuje nowe podejście do ochrony infrastruktury, które może zmienić sposób zarządzania ryzykiem na całym świecie właśnie poprzez śledzenie stabilności mostów z kosmosu i wykrywanie wczesnych sygnałów ostrzegawczych na długo przed prawdopodobieństwem zawalenia się mostu.
Odwyższone ryzyko zawalenia się mostów jest ściśle związane z wiekiem wielu mostów, szczególnie tych w Ameryce Północnej, gdzie szczyt budownictwa został osiągnięty w latach 60. ubiegłego wieku.
W rezultacie wiele aktualnych, istniejących konstrukcji zbliża się lub przekracza swój pierwotny, planowany okres użytkowania.
Naukowcy wskazują, że monitoring kosmiczny z wykorzystaniem radaru może dostarczyć obserwacje o wysokiej rozdzielczości na całym świecie i korzystać z obszernych danych historycznych.
Badania pokazują, że monitoring radarowy z kosmosu może zapewnić regularny nadzór nad ponad 60% mostów o dużej rozpiętości istniejących na świecie.
Integrując dane satelitarne z systemami ocen ryzyka, można znacznie zmniejszyć liczbę mostów klasyfikowanych jako wysokiego ryzyka, szczególnie w rejonach, w których instalacja tradycyjnych czynników jest zbyt kosztowna.
Międzynarodowy zespół badaczy wykorzystał metodę teledetekcji znaną jako wieloczasowy interferometryczny radar z syntetyczną aperturą, w skrócie INTSAR.
Wyniki badań pokazują, że technika ta może wzmocnić tradycyjne metody inspekcji poprzez wykrywanie milimetrowych ruchów gruntu lub konstrukcji związanych z powolnymi procesami takimi jak osuwiska czy osiadanie.
a także poprzez identyfikację nietypowych wzorców na dużych obszarach, które w innym przypadku mogłyby zostać niezauważone.
Mosty należą do najbardziej wrażliwych elementów sieci transportowych.
Nie jest je łatwo zbudować.
Jeżeli się zawalą, może dojść do bardzo wielkiej tragedii.
To nie jest tak, że jak mamy w przypadku dziury w drodze, najwyżej ktoś urwie koło.
Jeżeli most, zwłaszcza długi, szeroki most, po którym jeździ wiele aut naraz, się zawali, może dojść do tragedii, w której ucierpi wiele, wiele osób.
W związku z tym mosty powinny być i są monitorowane.
Jednakże tradycyjny monitoring ma swoje ograniczenia.
Inspekcje wizualne przeprowadzone przez inspektorów osobiście mogą być subiektywne i często są kosztowne.
Inspektorzy mogą też nie zauważyć odznak wczesnego pogorszenia się stanu, a typowy cykl inspekcji to jest sprawdzanie jednego mostu co dwa lata.
Owszem, jest coś takiego jak czujniki monitorowania stanu konstrukcji, które są ekonomiczniejszym rozwiązaniem.
Tylko, że ich wdrożenie nadal ogranicza się głównie do nowszych mostów, ewentualnie też do konkretnych przypadków wymagających szczególnej uwagi.
Badacze sprawdzili i z ich badań wynika, że są one instalowane na mniej niż 20% mostów o dużej rozpiętości na świecie.
Teledetekcja kosmiczna stanowiłaby uzupełnienie tych czyjników.
Mogłaby ona obniżyć koszty konserwacji i wspomagać inspekcje wizualne, szczególnie gdy bezpośredni dostęp do konstrukcji mostu jest utrudniony.
W przypadku mostów INSAR umożliwia częstsze pomiary odkształceń w całej sieci infrastruktury w przeciwieństwie do tradycyjnych inspekcji.
Co ciekawe, wykorzystanie INSAR do monitorowania mostów jest całkiem dobrze znane w kręgach akademickich.
Jednakże nie zostało ono jeszcze wdrożone przez władze i inżynierów odpowiedzialnych za obiekty budowlane takie jak mosty.
Te badania naukowcy dostarczają dowodów na to, że jest to realne i skuteczne narzędzie, które można wdrożyć już teraz.
Naukowcy odkryli, że włączenie danych z tego systemu, a w szczególności pikseli o stabilnych właściwościach rozpraszania znanych jako rozpraszacze stałe, do oceny ryzyka, zapewnia dokładniejszy rejestr ryzyka poprzez redukcję niepewności, umożliwiając lepszą priorytetyzację i planowanie konserwacji.
Metoda zaprojektowana przez ten międzynarodowy zespół badaczy integruje dostępność monitorowania zarówno z czyjników, jak i też z satelitów, takich jak np. Sentinel-1 Europejskiej Agencji Kosmicznej, czy niedawno wystrzelony przez NASA Nisar.
Dzięki temu będzie można na bieżąco oceniać podatność konstrukcyjną mostu na zawalenie.
Zapewni też to częstsze aktualizacje niż typowe inspekcje wizualne, co doprowadzi do dokładniejszej klasyfikacji ryzyka.
Czyli mówiąc to językiem bardziej ludzkim, mniej naukowym, będzie można prawie że na bieżąco monitorować stan mostów,
i zostać uprzedzonym o wiele wcześniej, jeżeli zacznie się z nimi dziać coś niebezpiecznego.
Dzięki czemu będzie można zapobiec zawaleniu się mostu, tragedii, stratom w ludziach, sprzęcie oraz ogromnym kosztom odbudowy potem mostu, czy też usunięciu zawalonego mostu i zbudowaniu go na nowo.
A teraz przejdźmy do opowieści o firmie Palantir.
Palantir jest to bardzo kontrowersyjna firma technologiczna, która dostarcza technologię inwigilacji wojsku i służbom wywiadowczym na całym świecie.
Prawdopodobnie większość Was widziała te sceny w telewizji czy w internecie, kiedy zamaskowani agenci agencji ICE, czyli Immigration and Custom Enforcement w Stanach Zjednoczonych polują na imigrantów.
Kiedy tak naprawdę szturmują dzielnice w pojazdach upancerzonych, aresztują ludzi, deportują ich bez procesu i tak dalej.
No i teraz pytanie, skąd ci agenci ICE wiedzą dokładnie, gdzie znajdują się ich cele?
A no właśnie tutaj do gry wchodzi Palantir.
Agencja ICE wykorzystuje różne technologie inwigilacji, między innymi właśnie produkt amerykańskiej firmy Palantir Technologies.
Jest to firma założona przez, tak naprawdę współzałożona, przez prawicowego miliardera i libertarianina Petera Thiela.
A pod jego rzędami Palantir stał się jedną z najbardziej kontrowersyjnych firm technologicznych na świecie.
Oprogramowanie Palantir wykorzystuje dane telefoniczne, lotnicze, profile w mediach społecznościowych, wszystkie możliwe dane, aby mapować wzorce przemieszczania się ludzi.
W przypadku np. ICE imigrantów umożliwia to służbom imigracyjnym nie tylko identyfikację, ale też lokalizację w czasie rzeczywistym.
Jedną z zalet takiego systemu, przynajmniej zalet dla agencji, jest to, że zamiast przeszukiwać wiele oddzielnych baz danych i użytkownicy, czyli w tym momencie agenci, otrzymują jednolity interfejs, z którym połączenia są automatycznie wizualizowane, na przykład za pomocą osi czasu, analiz graficznych lub prostych informacji.
Poza IC klientami firmy Palantir są agencje bezpieczeństwa, siły zbrojne i służby wywiadowcze.
Produkty tej firmy wykorzystywane są m.in. w Izraelu, na Ukrainie, Hiszpanii, Litwie czy też w niektórych krajach związkowych w Niemczech.
Jeszcze do niedawna
Uważało się, że wśród klientów Palantira może znajdować się też szwajcarska armia czy szwajcarskie agencje rządowe.
Szwajcarski portal Republik postanowił się tego dowiedzieć.
Jego dziennikarze skontaktowali się z władzami w Bernie i Curychu, gdzie znajdują się szwajcarskie biura Palantira.
Zgodnie z ustawą o dostępie do informacji publicznej, zespół złożył 59 wniosków o dostęp do dokumentów.
Wszystkie te wnioski poszły do szwajcarskich władz federalnych.
Dzięki temu uzyskali materiały, które ujawniły bardzo ciekawe informacje.
Okazuje się, że w ciągu 7 lat Palantir przeprowadził szeroko zakrojoną kampanię sprzedażową mającą na celu pozyskanie szwajcarskich władz federalnych jako klientów.
Jeszcze ciekawsze jest to, że w tym czasie Palantir został odrzucony co najmniej 9 razy.
Z różnych powodów.
Albo dlatego, że jego oprogramowanie uznano za zbędne, albo dlatego, że agencje ławiały się utraty reputacji.
Tak naprawdę Palantir poczynił postępy jedynie z Federalnym Departamentem Obrony, Ochrony Ludności i Sportu.
Federalny Urząd Zamówień Obronnych, będących częścią tego departamentu, rozważał zakup oprogramowania do swojego systemu informatycznego, jednak nawet w tym przypadku współpraca ostatecznie nie doszła do skutku.
Szwajcarska armia też była w pewnym momencie zainteresowana zakupem Palantira.
Jednak wewnętrzny raport pokazuje, że obawy dotyczące przekazania poufnych danych szwajcarskiego wojska amerykańskim agencjom wiodowczym, czyli CIA i NSA, doprowadziły ostatecznie armię do porzucenia tego projektu.
Jak mówiłem, jednym z powodów odrzucenia Palantir była obawa o utratę reputacji.
A dokładniej o co w tym chodzi?
Już tłumaczę.
Chodzi dokładnie o to, że współzałożyciele Palantira, czyli prawicowy miliarder Peter Thiel i obecny prezes Alex Karp, obaj nie ukrywają, że jest to oprogramowanie, które ma służyć jako śmiercioność na broni.
Co ciekawe, prezes Palantir podczas rozmowy z inwestorami powiedział, cytuję, Palantir jest po to, aby zakłócać porządek, a kiedy trzeba, by straszyć wrogów, a czasem ich zabijać.
Peter Thiel z drugiej strony znany jest z tego, że głosi poglądy mówiące o tym, że wolność i demokracja są nie do pochodzenia ze sobą.
Oprogramowanie Palantir dostarcza wojsku informacji wywiadowczych, które mogą mieć wpływ na decyzję o użyciu śmiercionośnej siły.
Służy też to oprogramowanie jako narzędzie nadzoru dla policji.
Często jest wykorzystywane przez duże korporacje do optymalizacji procesów i podejmowania decyzji w oparciu o dane.
Jednak krytycy oskarżają firmę o przeniesienie masowego nadzoru na nowy poziom dzięki swojemu programowaniu, co jest ułatwione tak naprawdę dzięki brakowi regulacji i lekceważeniu przez firmę praw człowieka.
Sam Palantir otwarcie przyznaje, że jego narzędzia mają na celu optymalizację łańcucha śmierci we współczesnej wojnie.
W styczniu 2024 roku Palantir ogłosił strategiczne partnerstwo z Izraelem i zorganizował swoje posiedzenie zarządu w Tel Awiwie na znak Solidarności.
Od tego czasu firma spotyka się z międzynarodową krytyką za współpracę z Izraelskim Wojskiem.
Między innymi została ona skrytykowana w raporcie specjalnej sprawozdawczyni ONZ Franceschi Albaneze.
W tym raporcie przypisuje się Palantirowi centralną rolę w izraelskiej infrastrukturze wojskowej i oskarża firmy o dostarczanie technologii umożliwiających zautomatyzowane podejmowanie decyzji w działaniach wojennych.
Firma broni swojej działalności w Izraelu, twierdząc, że działa w ramach izraelskiej administracji cywilnej od prawie 10 lat.
Po ataku z 7 października 2023 roku firma pomagała rządowi Izraela w poszukiwaniu zakładników, koncentrując się na prowadzeniu informacji, a nie na operacjach ratunkowych, co zostało jej wielokrotnie wytknięte.
W kwietniu 2025 roku prezes Karp odpowiedział na zarzuty, że technologie Palantir przyczyniają się do śmierci palestyńczyków, potwierdzając, że głównie terrorystów.
To prawda.
Ale wracając do Szwajcarii.
Od 2018 roku firma Palantir wielokrotnie próbowała pozyskać władze federalne jako klientów.
Czy to przez bezpośrednie działanie, czy też przez lobbowanie na różnych konwencjach, konferencjach międzynarodowych.
Jednakże, jak mówię, nie udało im się.
Jak do tego doszło?
Pierwsze spotkanie kadry kierowniczej Palantir z przedstawicielami Szwajcarii miało miejsce w kwietniu 2008 roku.
Oficjalnie spotkanie dotyczyło kwestii regulacyjnych.
Delegacja szwajcarska chciała dowiedzieć się, czy dyskusje wokół skandalu z danymi Facebooka z 2018 roku
mogą mieć jakiekolwiek konsekwencje dla firmy Palantir.
W notatce z tego spotkania pojawiło się pytanie, czy uważa Pan Pani, że obecne dyskusje na temat Facebooka mogą doprowadzić do wprowadzenia regulacji, które mogłyby wpłynąć również na Pani i Pana firmy.
Odpowiedź na to pytanie niestety nie jest znana.
Szwajcarskie Ministerstwo Finansów odmówiło ujawnienia protokołu z tego spotkania.
Dwa lata później, w styczniu 2020 roku, na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos doszło do kolejnego spotkania.
Wkrótce potem rozpoczęło się COVID, mamy pandemię i wtedy Palantir dostrzegł możliwość sprzedania szwajcarskiemu rządowi federalnemu narzędzi do walki z pandemią i na początku spotkał się z przechylnym przyjęciem.
Zapoczątkowało to kampanię sprzedażową, która miała trwać latami.
15 marca 2020 roku, dzień przed ogłoszeniem przez Szwajcarską Radę Federalną stanu wyjątkowego z powodu pandemii COVID-19, Palantir napisał do kanclerza federalnego wiadomość, że w obliczu wyzwań, jakie stawia kryzys związany z COVID-19, chcieliby zaoferować swoje wsparcie.
Palantir zachwalał swój produkt do analizy danych Foundry.
Sprzedawali to jako narzędzie do walki z pandemią.
Trzy dni później firma wysłała kolejnego maila, w którym stwierdziła, że jest świadoma obciążenia decydentów w obecnej sytuacji i dodała, że chciałaby podkreślić, że są absolutnie gotowi do udzielenia pomocy pro bono w krótkim czasie.
A także zaznaczyła, że robią to już w innych krajach, takich jak Wielka Brytania, ale że czują się szczególnie zobowiązani wobec Szwajcarii i kanclerza federalnego.
W maju 2020 roku odbyło się spotkanie w Bernie.
Rozmawiano tam o możliwościach cyfryzacji w walce z pandemią.
Palantir zaoferował szwajcarskim władzom pomoc w śledzeniu kontaktów z osobami zakażonymi za pomocą swoich narzędzi do analizy danych.
Celem miało być odnalezienie osób, które miały kontakt z osobami zakażonymi w Szwajcarii.
Nie przypomina Wam to czegoś?
Tak naprawdę widać, że wykorzystują cały czas ten sam motyw, sprzedając go tylko i wyłącznie różnie.
Po tym spotkaniu pracownicy działu sprzedaży Palantir skontaktowali się ze spajcarskimi władzami zdrowia publicznego, które w tamtym okresie były tak naprawdę najważniejszym urzędem federalnym.
Nastąpiła wymiana e-maili, a 9 miesięcy później Palantir złożył ofertę na monitorowanie strategii szczepień przeciwko COVID-19.
Mimo wszystko Federalny Urząd Zdrowia Publicznego wybrał inną firmę.
Jednym z powodów było to, że dział medialny Urzędu Zdrowia Publicznego uznał współpracę z Palantir za zbyt drażliwą.
Palantir starał się też dostać do Urzędu Cyfrowego Rządu Federalnego, czyli Federalnego Urzędu Technologii Informacyjnych Systemów i Telekomunikacji.
Dla firmy współpraca z takim podmiotem byłaby niezwykle lukratywnym kontraktem.
No i stanowiłaby duży krok naprzód, ponieważ jest on dostawcą usług informatycznych dla wszystkich urzędów federalnych Szwajcarii.
Federalny Urząd Technologii Informacyjnych Systemów i Telekomunikacji potwierdza, że odbyły się spotkania z przedstawicielami Palantir.
Nie nawiązano jednak żadnych relacji biznesowych.
Oficjalnie dlatego, że nie było takiej potrzeby.
W październiku 2020 roku Palantir podjął kolejną próbę.
Tym razem...
uderzyli do Sekretariatu Stanu do Spraw Finansowych Międzynarodowych.
Chodziło o to, że Palantir zaprezentował swoje oprogramowanie do przeciwdziałania praniu pieniędzy.
Ostatecznie jednak
Ich oprogramowanie zostało uznane za zbyt wrażliwe, a argumentem przeciwko jego użyciu byłoby to, że jest ono najprawdopodobniej niezgodne z prawem.
Trzeba też przyznać, że z dokumentów szwajcarskich wynika, że jednym z powodów była nieówność wobec Palantira, wynikająca z faktu tego, jak w ogóle został stworzony Palantir.
Chodzi o to, że Palantir został częściowo założony dzięki kapitałowi CIA.
Ale też właśnie ich założyciele i ich poglądy zniechęcały władze szwajcarskie do jakichkolwiek projektów pilotażowych z firmą Palantir.
Palantir w Szwajcarii nie ograniczał się tylko do urzędów.
Próbowali też sprzedać swoje oprogramowanie armii szwajcarskiej.
Zaczęło się to już w 2018, ale rozmowy z Palantirem, jeżeli chodzi o armię, nie przyniosły żadnych konkretnych rezultatów.
Koniec końców w 2020 roku Federalny Urząd Zamówień Obronnych zwrócił się do Palantira o złożenie oferty na system informatyczny wywiadu wojskowego.
Palantir zrobił to, złożył ofertę i został odrzucony.
Według oficjalnych wyjaśnień oferta firmy technologicznej nie spełniała obowiązków wymogów przetargu.
Co ciekawe, do dziś nie jest jasne, jakie to były obowiązki, jakie to było kryterium.
Federalny Urząd Obrony odmówił udzielania dalszych informacji.
W czerwcu 2024 roku Palantir podjął kolejną próbę promocji swoich produktów szwajcarskiej armii.
Tym razem tak naprawdę atakowali bezpośrednio szefa armii.
do niego się zwrócili.
Szwajcarska armia nawet zainteresowała się możliwościami zastosowania algorytmów lub sztucznej inteligencji do obróbki danych.
Palantir zaprezentował im na żywo swoje produkty, zwracając szczególną uwagę na aplikacje do pomiaru gotowości jednostek wojskowych itd.
I po tym armia szwajcarska zleciła sporządzenie wewnętrznego raportu w celu oceny możliwości wykorzystania narzędzi Palantir przez wojską.
Raport chwalił wydajność oprogramowania Palantir, określając je jako imponujące.
Jednakże, co ciekawe, była też masa uwag krytycznych.
Dużo więcej niż pochwalił.
Autorzy tego raportu stwierdzili, że korzystanie z zaprogramowania Palantir zwiększyłoby zależność od amerykańskiego dostawcy, co stwarzałoby ryzyko utraty suwerenności danych, a tym samym suwerenności narodowej.
Przede wszystkim jednak według ekspertów wojskowych nie było jasne, kto ma dostęp do danych udostępnionych Palantir.
Szczególnie istotne z punktu widzenia wojskowych jest to, że Palantir jest firmą z siedzibą w USA, co oznacza, że istnieje możliwość, że rząd i służby wywodowcze Stanów Zjednoczonych mogłyby uzyskać dostęp do poufnych danych szwajcarskich.
Jest to o tyle ciekawe, że oficjalnie Palantir zaprzecza, że jakikolwiek wyciek danych jest technicznie możliwy, ponieważ według Palantira wszystkie dane są szyfrowane i zabezpieczone.
Cały raport to 20 stron.
20 stron raportu, z którego wynika, że armia szwajcarska powinna rozważyć alternatywy i zrezygnować z jakiegokolwiek pomysłu na wdrażanie Palantira.
Pomimo tych lat, wielu kampanii sprzedażowych, różnych kontaktów formalnych i nieformalnych, Palantir wielokrotnie był odrzucany przez szwajcarski rząd, szwajcarskie urzędy i armię.
Pokazuje to jednak, jak Palantir po cichu infiltruje, można by powiedzieć, europejskie rządy, służby specjalne, armie.
Coraz więcej krajów europejskich jest skłonnych zlecać zadania tak naprawdę prywatnej firmie, a są to zadania, które powinny być wykonywane przez agencje rządowe, przez armię.
Więc czy prywatna firma jest tej dobrym targetem?
Ciężko powiedzieć, zwłaszcza patrząc na to, na co zwrócili uwagę Szwajcarzy, czyli na bezpieczeństwo danych, suwerenność kraju, suwerenność tych danych.
Co ciekawe,
Kraje, które zleciły jakiekolwiek rzeczy Palantirowi, czyli podpisały kontrakty, kupiły oprogramowanie i tak dalej, najczęściej robiły to bez jakiejkolwiek debaty, czy to w parlamencie, czy ze społeczeństwem.
Więc mamy tutaj do czynienia z prywatną firmą, częściowo współfinansowaną przez CIA.
której założyciele mają bardzo prawicowe poglądy i ta firma próbuje sprzedawać swoje oprogramowanie, częstokroć z sukcesami w Europie, które służy między innymi do śledzenia i szpiegowania ich własnych obywateli.
Nie jestem pewien, czy to jest idealna laurka dla polityków i czy to jest oprogramowanie, które jakikolwiek rząd w Europie powinien w ogóle rozpatrywać.
Niestety, niektórzy nie tylko to rozpatrują, ale wręcz już wdrożyli.
I to by było na tyle, jeżeli chodzi o dzisiejszy odcinek.
Dziękuję za czas poświęcony na wysłuchanie.
Zapraszam do komentowania pod odcinkiem.
W opisie znajdziecie wszystkie linki.
I zapraszam do kolejnego odcinka już za tydzień.
Do usłyszenia.