Dzień dobry, nazywam się Marcin Lis i zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka podcastu What The Fox Says.
To będzie odcinek troszkę inny niż zwykle, bo w całości będzie poświęcony jednemu tematowi.
Dzisiaj chciałem porozmawiać o czymś, co potrafi spędzać sens powiek wielu osobom w świecie krypto, czyli o prywatności.
Wielu ludzi żyje w błędzie, myśląc, że Bitcoin czy Litecoin są anonimowe.
Nie są.
To są tak naprawdę publiczne księgi wieczyste.
Można tak to porównać.
Jeżeli kupujesz Bitcoina na giełdzie, gdzie jest weryfikacja tożsamości, czyli KAC, Know Your Customer, a potem przelewasz go na swój prywatny portfel, to tak naprawdę zostawiasz w sieci cyfrowy podpis ze swoim imieniem, nazwiskiem i adresem zamieszkania,
Każda firma analityczna i każdy urząd skarbowy mogą prześledzić Twój każdy ruch.
Istnieje jednak popularna ścieżka, która teoretycznie ma ten ślad urwać.
Wygląda to w skrócie tak.
Kupujemy np. Litecoina na Coinbase, przelewamy go na zewnętrzny portfel, powiedzmy Cake Wallet i tam wewnątrz aplikacji wymieniamy tego Litecoina na Monero.
W tym momencie tradycyjna analiza blockchainu kapituluje.
Monero, czyli XMR, ma tak skonstruowaną architekturę, że całkowicie ukrywa nadawcę, odbiorcę oraz kwotę transakcji, czyli ślad w sieci znika.
Ale tutaj pojawia się problem.
Problem, który chcę dziś rozłożyć na czynniki pierwsze.
Nikt rozsądny nie chce trzymać większych oszczędności w portfelu na telefonie, czyli tak naprawdę na hotlolecie.
Więc co robić dalej?
Logiczny krok to przelanie środków na fabrycznie nowy, nigdy wcześniej nie używany portfel sprzętowy, czyli hardware wallet, np. Ledger czy Treznor.
I tutaj trzeba zadać sobie fundamentalne pytanie.
Czy użycie takiego portfela utrzyma naszą prywatność?
Krótka odpowiedź brzmi, sam portfel sprzętowy drastycznie zwiększa bezpieczeństwo kluczy prywatnych, ale nie prywatność, zwłaszcza jeśli nie zachowamy ostrożności.
Jeśli nie zachowamy odpowiedniej ostrożności, użycie Hardwell Wallet może zepsuć całą prywatność, którą dało nam Monero.
Dlaczego?
Tutaj dochodzimy do szczegółów technicznych.
Portfele sprzętowe to nie są magiczne urządzenia generujące anonimowość.
One tak naprawdę tylko chronią klucze.
Kiedy podłączamy taki nowy portfel do oficjalnej aplikacji producenta, np. Ledger Live, aplikacja ta wysyła zapytanie do serwerów firmy, żeby sprawdzić stan Twojego konta.
W tym momencie producent widzi Twój adres IP i może powiązać Twoje urządzenia.
Co więcej, w przypadku Monero, oficjalne aplikacje często nawet nie wspierają go bezpośrednio w swoim interfejsie.
Żeby obsłużyć Monero na Ledgerze czy Treznorze, trzeba sparować urządzenie z zewnętrznym, dedykowanym oprogramowaniem, takim jak np. oficjalne Monero GUI albo FederWallet.
Trzeba też pamiętać o ograniczeniach sprzętowych.
Monero używa bardzo ciężkiej kryptografii.
Tanie albo starsze modele portfeli, takie jak np. Treznor One czy Treznor Safe 3, w ogóle nie obsługują Monero, bo po prostu ich procesory tego nie udźwigną.
Tutaj trzeba celować w wyższe modele, takie jak Treznor Model T, Treznor Safe 5 albo portfele od Ledgera.
Ale pamiętać trzeba też, że samo podpisywanie transakcji XMR na urządzeniu potrafi zająć nawet kilkadziesiąt sekund.
Kolejna pułapka, w którą wpada mnóstwo osób, to zmienność kursu.
Załóżmy sobie taki scenariusz.
Boisz się wahań ceny Monero, więc po wymianie na Monero, po całej operacji, decydujesz, że wymienisz swoje Monero w KeyQualet na stablecoin, np. USDC czy USDT.
I dopiero te stablecoiny przelejemy na swój nowy portfel sprzętowy.
Myślisz sobie, używam nowego portfela, mam włączony VPN, jestem bezpieczny.
Otóż nie.
W tym momencie cała prywatność zdobyta dzięki Monero zostaje zniszczona.
USDT i USDC są to tokeny kontrolowane przez centralne firmy działające na publicznych, w 100% transparentnych blockchainach.
Kiedy wymieniasz krypto w Cake Wallet, aplikacja skorzysta z zewnętrznych giełd wymiany.
Nawet jeśli nie żądają one Twojego dowodu osobistego, to algorytmy analityczne stosują tzw. korelację czasu i kwoty.
Jeżeli system widzi, że przykładowo z Coinsbase wyszło 10 Litecoinów o wartości 650 dolarów, a kilkanaście minut później na Twój nowy portfel sprzętowy trafia dokładnie 648 dolarów w postaci np. USDC czy USDT, powiązanie tych faktów jest banalne.
W tym właśnie momencie Twój nowy portfel sprzętowy zostaje permanentnie powiązany z Twoją tożsamością z Coinbase.
VPN, ok, zamaskuje Twoją fizyczną lokalizację, ale nie ukryje publicznego przepływu cyfrowych tokenów na blockchainie.
Czyli Monero zadziała jak taka, powiedzmy, kurtyna, za którą można się schować, ale jeżeli wejdziemy w nią w jakichś, powiedzmy, charakterystycznych butach i wyjdziemy po minucie dokładnie w tych samych butach, to i tak wszyscy będą wiedzieli, że to Ty.
Jak więc bezpiecznie przechowywać stabilną wartość?
No i tutaj pojawia się właśnie trudność.
Jeżeli już koniecznie musisz mieć stablecoin, to trzeba rozbić tą korelację.
Czy można to zrobić w prosty sposób?
Trzymamy środki w Monero przez losowy czas, nie wiem, tydzień, dwa, miesiąc.
Potem wymieniamy część Monero na stablecoin, na przykład na USDC.
Wymieniamy to, co mamy małymi, nieregularnymi partiami i wysyłamy je na różne, nowo wygenerowane adresy w portfelu sprzętowym.
Na koniec kolejne pytanie, tak naprawdę najważniejsze.
Jak z tego Monero w ogóle wyjść do realnego świata, żeby np. kupić paliwo, jedzenie, zrobić opłaty itd.
Tak, żeby nie zapalić czerwonych flag.
Bo jeżeli przelejemy sobie Monero z powrotem na Coinbase, zamienimy je na tradycyjną walutę i wypłacimy na konto,
no to w tym momencie giełda i urząd skarbowy natychmiast zapytają o legalne źródło pochodzenia tych pieniędzy.
A ponieważ mieliśmy Monero, śladu nie ma, więc nie mamy jak udowodnić legalnego posiadania tych pieniędzy.
A więc musimy szukać alternatywnych dróg wejścia, takich, które omijają system bankowy.
Pierwsza i najwygodniejsza metoda to karty podarunkowe.
Są różne serwisy, np. Bitrefil, Coinsby itd.
Można je powiązać bezpośrednio z Manero, bez weryfikacji tożsamości i za ich pomocą kupić kody do Amazonu czy Allegro, czy jakichś tam sklepów elektronicznych itd.
W sklepie płacimy kodem z telefonu, a dla systemu bankowego ta transakcja w ogóle nie istnieje.
Druga opcja to bitomaty, czyli fizyczna gotówka do ręki.
Wiele z nich nawet obsługuje Monero.
Trzeba jednak pamiętać o kilku rzeczach.
Po pierwsze, limity kwotowe.
Powyżej pewnego limitu maszyna zażąda skanowania dowodu.
Po drugie, fizyczne bezpieczeństwo.
Bitomaty mają kamery, więc twarz w miejscu publicznym przestaje być anonimowa.
Trzecia potencjalna droga to zdecentralizowane rynki peer-to-peer.
Na przykład, nie wiem, platforma Haveno, która działa w sieci Tor.
To pozwala na wymianę Monero bezpośrednio z długim człowiekiem.
Albo na gotówkę z ręki do ręki, albo na jakieś kody blik, czy też na transfery pieniędzy na platformach Revolut, Wise, czy coś takiego.
Bank, okej, w takim przypadku może zobaczyć przelew od prywatnej osoby, ale to jest kwestia tego, jak to zostało opisane.
Jeżeli nie są to jakieś olbrzymie kwoty, no to może się to udać.
Jak widać, prywatność w świecie kryptowalut to nie jest jednorazowa akcja na zasadzie zakupu czy jedna transakcja.
To jest ciągły proces i dyscyplina.
Monero to jest taka peleryna niewidka.
Chroni idealnie, ale tylko wtedy, gdy ją mamy na sobie.
W momencie, kiedy ją zdejmujemy, czyli zamieniamy to Monero na coś innego, cała ta magia znika.
Ok, skoro wiemy już jak bezpiecznie obchodzić się z prywatnością, trzeba podjąć decyzję o wyborze samego sprzętu.
Na rynku portfeli sprzętowych od lat trwa bezwzględna wojna dwóch gigantów, francuskiego Ledgera i czeskiego Treznor'a.
Chociaż oba urządzenia służą do tego samego, czyli do izolowania kluczy prywatnych od potencjalnie zainfekowanego komputera czy telefonu, to filozofia stojąca za ich budową jest całkowicie odmienna.
Zacznijmy od podstaw fundamentalnej różnicy, czyli od podejścia do kodu i bezpieczeństwa.
Trezor to ikona ruchu open source.
Wszystko co tworzy ta firma, od oprogramowania przez aplikację Trezor Suite, aż po plany samej płytki drukowanej, jest publicznie dostępne w sieci.
Każdy programista na świecie może ten kod przejrzeć, przeanalizować i upewnić się, że nie ma tam żadnych ukrytych furtek.
Społeczność kryptowalut, zwłaszcza ta skupiona wokół Monero czy Bitcoina, absolutnie to uwielbia.
Z kolei Ledger idzie w stronę rozwiązań zamkniętych, takich typowo korporacyjnych.
Sercem każdego Ledgera jest tzw. Secure Element.
Jest to specjalny, certyfikowany chip klasy wojskowej, dokładnie taki jak znajdzie się np. w karcie bankowej.
Jest to układ ekstremalnie odporny na fizyczne ataki.
Nawet jeżeli ktoś ukradnie Ci portfel i rozbierze w laboratorium pod mikroskopem, nie będzie w stanie wyciągnąć nic z tego chipu.
Wadą jest tutaj to, że kod źródłowy tego układu jest zamknięty, czyli trzeba zaufać firmie Ledger, że ich oprogramowanie robi dokładnie to, co mówią, że robi.
Dla wielu ortodoksyjnych fanów prywatności jest to wada nie do zaakceptowania, a trzeba też przyznać, że w historii dochodziło do wycieków baz danych klientów leczera, co tylko podsyca takie obawy.
Ta różnica w budowie chipów przekłada się też bezpośrednio na to, jak urządzenia radzą sobie z zaawansowaną kryptografią, czyli na przykład właśnie z Monero.
Układy Ledgera są bardzo wydajne obliczeniowo.
Dzięki temu francuski producent był w stanie wdrożyć obsługę Monero na praktycznie wszystkich swoich urządzeniach, nawet tych najtańszych.
W przypadku Trezdora wygląda to trochę gorzej, ponieważ Czesi stawiają na otwarte układy ich tańsze modele, takie jak np. Trezor One czy Trezor Safe 3.
Po prostu mają za słabe procesory i za mało pamięci, żeby udźwignąć architekturę Monero.
Więc jeżeli chcemy mieć Monero na Trezorze, trzeba kupić model, tak naprawdę modele spółki premium, czyli Trezor Model T albo najnowszy Trezor Safe 5.
A co jeżeli chodzi o codzienne użytkowanie, czyli taki user experience?
No, tutaj Ledger ma ogromną przewagę.
Przewagę w postaci łączności Bluetooth w modelu np. Nano X czy nowszych urządzeniach serii Flex czy Stax.
Pozwala to na banalnie proste zarządzanie kryptowalutami z poziomu aplikacji na smartfonie, bez konieczności szukania kabli i podłączania się do komputera za każdym razem.
Trezor z Korei konsekwentnie unika Bluetooth z powodów bezpieczeństwa, argumentując, że każda łączność bezprzewodowa to dodatkowy wektor ataku dla hakera.
Trezora obsługuje się głównie po kablu.
Co ciekawe, modele premium od Trezora posiadają duże ekrany dotykowe.
Cały proces zatwierdzania transakcji, a także wpisywanie kodu PIN czy fazy odzyskiwania odbywa się bezpośrednio na ekranie urządzenia, co jest bardzo wygodne i bezpieczne, bo komputer nigdy nie widzi wpisanych znaków.
W podstawowych modelach Ledgera trzeba się przeklikiwać przez menu za pomocą dwóch malutkich fizycznych przycisków, co przy skomplikowanych operacjach potrafi być irytujące.
Jeżeli chodzi o ekosystem aplikacji, no cóż.
Oficjarny program Ledger Live to potężny kombajn.
Wspiera tysiące tokenów i pozwala na bezpośredni podgląd portfela w jednym miejscu.
Aplikacja Treasure Suite jest również świetna i bardzo przejrzysta, ale ma nieco węższe natywne wsparcie dla niszowych kryptowalut.
Ale trzeba pamiętać o jednym.
Jeżeli zależy Wam na maksymalnej prywatności i korzystacie z Monero, to ani Ledger Live, ani Trezor Suite nie pozwolą Wam na bezpośrednie zarządzanie tymi środkami w swoim głównym oknie.
W obu przypadkach i tak będziecie musieli sparować swój portfel sprzętowy z zewnętrznym programem Monero GUI.
Podsumowując, nie ma jednego idealnego wyboru.
Tutaj wszystko zależy od priorytetów.
Jeżeli Twoim celem jest bezkompromisowa filozofia open source, przejrzystość kodu i wygoda obsługi na dużym ekranie dotykowym, no to wchodzisz w modele premium od Trezora.
Jak szukasz urządzenia mobilnego, z którego chcesz korzystać w podróży przez bluetooth, zależy Ci na fizycznej odporności czy poklasy wojskowej,
ale też chcesz obsługiwać Monero bez wydawania fortuny na najdroższe modele, no to Ledger tutaj wchodzi w grę, jak najbardziej.
Okej, wiemy już, który portfel wybrać.
Teraz kolejny element układanki, czyli oprogramowanie.
Jak już wspomniałem, oficjalne aplikacje od producentów sprzętu, czyli Ledger Live czy Trezor Suite, nie pozwolą Wam na bezpośrednie i prywatne zarządzanie Monero.
Czyli aby połączyć Was bezpieczny hardware wallet z siecią XMR, i tak musicie pobrać dedykowany program, a złotym standardem tutaj jest oficjalny, stworzony przez społeczność Monero, projekt Monero GUI.
Kiedy wejdziecie na oficjalne repozytorium projektu na GitHubie, możecie przeżyć lekki szok.
Na pierwszy rzut oka wygląda to bardzo skomplikowanie.
Setki plików źródłowych, skrypty, instrukcje kompilacji, techniczny żargon i tak dalej.
Spokojnie.
Nie dajcie się zwieść temu pierwszemu wrażeniu.
Chociaż Monero GUI to jest potężne profesjonalne narzędzie, to programiści wykonali kawał dobrej roboty, aby takie codzienne użytkowanie było przystępne dla każdego, nawet nietechnicznego użytkownika.
Po pierwsze, czy musicie być programistami?
Czy musicie sami kompilować kody ze źródeł, stawiać kontenery, cokolwiek takiego, żeby z tego korzystać?
Nie.
Oczywiście samodzielna kompilacja kodu jest możliwa.
I zaawansowani entuzjaści prywatności to robią, po to choćby, żeby mieć stuprocentową pewność, że w programie nie ma żadnych ukrytych modyfikacji.
Jednakże dla standardowego użytkownika jest to zbędne.
Twórcy Monero publikują gotowe, skompilowane i oficjalnie podpisane pliki instalacyjne dla systemów Windows, macOS oraz Linux.
Czyli klikamy, pobieramy, instalujemy jak każdy inny program na komputerze i gotowe.
I tutaj właśnie dochodzimy do tego.
Monero GUI, jak sama nazwa wskazuje, Graphical User Interface, to aplikacja stworzona z myślą o komputerach stacjonarnych i laptopach.
Nie zainstalujecie jej na telefonie komórkowym.
Na smartfonach, czy to z systemem Android, czy iOS, społeczność Monera polega na innych, lżejszych portfelach, takich np. jak wspomniany Cake Wallet.
Jednakże komputer jest znacznie lepszym środowiskiem do zarządzania dużymi kwotami z poziomu portfela sprzętowego.
Okej, jaka wiedza Wam jest potrzebna, żeby uruchomić ten program po raz pierwszy?
Tak naprawdę wszystko sprowadza się do jednej kluczowej decyzji, którą aplikacja każe Wam podjąć zaraz po włączeniu.
Monorogui zapyta Was, w jakim trybie ma działać.
Czy ma działać w trybie węzła lokalnego, czy węzła zdalnego.
Tutaj mamy local node i remote node.
I to jest moment, w którym decydujecie o poziomie swojej prywatności i o poziomie wygody.
Jeżeli wybierzecie tryb węzła lokalnego, to Wasz komputer zacznie pobierać na dysk całą historię blockchainu Monero i stanie się po tym pełnoprawnym punktem w sieci.
To daje bezkompromisową, absolutną prywatność.
Dlaczego?
Dlatego, że portfel nie musi pytać się nikogo obcego o stan konta czy historię transakcji.
Wszystko jest weryfikowane na Waszym sprzęcie.
Wadą tego rozwiązania jest to, że cały blockchain monarowa żyje obecnie dziesiątki gigabajtów, więc jego pierwsze pobranie i synchronizacja może zająć godziny lub nawet dni w zależności od szybkości waszego sprzętu, internetu, dysku itd.
Dlatego dla większości osób, a zwłaszcza na początku, znacznie lepszym wyborem jest tryb węzła zdalnego, Remote Note.
W tym trybie Wasz program Monorogui łączy się przez internet z publicznym, zaufanym węzłem, postawionym przez kogoś ze społeczności.
Stamtąd pobiera tylko te informacje, które są niezbędne do wyświetlania Waszego salda.
Synchronizacja trwa wtedy zaledwie kilka minut.
Co ważniejsze dla Waszego bezpieczeństwa, zdalny węzeł nigdy nie pozna Waszych kluczy prywatnych ani nie zobaczy ile macie pieniędzy, ponieważ Monero szyfruje to zapytanie na poziomie urządzenia.
Jedyne ryzyko to fakt, że właściciel takiego węzła teoretycznie może powiązać Wasz adres IP z czasem wysyłania transakcji.
Ale jak temu zaradzić?
No dokładnie tak jak mówiłem wcześniej.
Trzeba uruchomić Monorogui mając włączony VPN albo skonfigurować w ustawieniach programu przekierowanie ruchu przez sieć DOR.
W momencie kiedy program się zsynchronizuje proces parowania z portfelem sprzętowym jest już bardzo intuicyjny.
Wybieracie opcję utwórz nowy portfel z urządzenia sprzętowego, podłączacie swojego Ledgera czy Treznor'a kablem do komputera, wpisujecie kod PIN na urządzeniu i zezwalacie na eksport tzw. Private View Key.
Od tej pory Wasze Monero będzie mogło bezpiecznie i po cichu skanować sieć w poszukiwaniu Waszych transakcji, ale nikt nie ruszy ani jednego banku.
centa, bo tak naprawdę najczęściej przerwamy na USDC czy USDT, czyli dolary z waszego portfela bez fizycznego kliknięcia przycisku na waszym hardware w ulecie, czy na waszym Ledgerze, czy Treznosze.
Więc Monero GUI z poziomu Githuba może przerażać, ale w rzeczywistości
Jest to bezpieczny i bardzo przyjazny program łączący Wasz sprzęt z najbardziej prywatną siecią kryptograficzną na świecie.
Okej, przechodząc do kolejnego, też ważnego etapu układanki.
Co w sytuacji, gdy ktoś nie ma ze sobą komputera?
Albo nie chce go używać, albo chce mieć dedykowane mobilne centrum dowodzenia swoimi finansami, takim opartym wyłącznie na smartfonie, na przykład na dedykowanym urządzeniu.
Czy skoro Cake Wallet, który wcześniej mówiłem, jest tak świetnym, lekkim portfelem do codziennych wymian i obsługi Monero, to czy można sparować z nim bezpośrednio swojego Ledgera lub Treznor'a?
No i tutaj dochodzimy do brutalnej rzeczywistości.
Krótka odpowiedź brzmi, w przypadku Monero na ten moment nie ma możliwości bezpośredniego sparowania portfela sprzętowego, czy to Ledger, czy Treznor z aplikacją Cake Wallet na smartfonie.
Dlaczego tak jest oraz jak to bezpiecznie obejść, jeżeli telefon towarz jedyny sprzęt?
Już o tym mówię.
Po pierwsze ograniczeniem jest specyfika samego Monero.
Jak już wiecie, XMR wymaga gigantycznej mocy obliczeniowej do ciągłego skanowania blockchainu w poszukiwaniu Waszych transakcji.
Żeby portfel sprzętowy mógł współpracować z aplikacją mobilną, system operacyjny telefonu oraz sama aplikacja musiałaby posiadać niezwykle zaawansowane, dedykowane biblioteki łączności dla Monero, których K-Qualet w wersji mobilnej po prostu nie ma.
Nie ma ich zaimplementowanych, nie ma ich dla wewnętrznych urządzeń.
Po drugie komunikacja sprzętowa.
O ile Ledger w wyższych modelach posiada łączność Bluetooth, która działa świetnie ze smartfonami, o tyle protokół ten jest wykorzystywany głównie w oficjalnej aplikacji producenta.
Tresnor, jak już wspomniałem z powodów bezpieczeństwa, całkowicie unika łączności bezprzewodowej i wymaga kabla.
Niestety próba spięcia Treznor'a przez przejściówkę USB z telefonem i zmuszenie KQLED-u do podpisania ciężkiej kryptograficznie transakcji Monero kończy się fiaskiem.
Co to dla nas oznacza w praktyce i jak można rozwiązać ten problem, jeżeli chcemy zachować maksymalną prywatność dysponując wyłącznie smartfonem?
No cóż, wtedy strategia działania musi opierać się na podziale kapitału na dwie niezależne kieszenie wewnątrz telefonu.
Wtedy traktujemy Cake Wallet jako swój codzienny mobilny portfel.
Tam przyjmujemy środki, tam robimy błyskawiczne wymiany np. na Litecoina czy na coś takiego, albo w drugą stronę z Litecoina na Monero.
Tam trzymamy mniejsze kwoty na bieżące wydatki, takie jak np. zakup kart podarunkowych czy wypłaty w bitomatach.
Natomiast w przypadku większych oszczędności, których nie chcemy trzymać na hotwolecie, jesteśmy zmuszeni do chwilowego, jednorazowego przynajmniej skorzystania z komputera.
Wystarczy mieć
Jednorazowo dostęp do laptopa czy komputera, zainstalować na nim oprogramowanie Monorogui, skonfigurować je w trybie węzła zdalnego przez VPN lub sieć Tor i sparować ze swoim Ledgerem czy Treznorem.
Gdy to zrobimy, generujemy w Monorogui swój publiczny, bezpieczny adres do wpłat, tzw. cold storage.
Adres możemy sobie zapisać w telefonie, wydrukować, zapisać w formie kodu QR, whatever.
Od tego momentu komputer staje się nam zbędny.
Za każdym razem, gdy zarobimy i wymienimy krypto w KQolet i w momencie, kiedy uznamy, że kwota w tym KQolecie jest już za duża, po prostu klikamy wyślij i przelewamy Monero na swój bezpieczny adres powiązany z portfelem sprzętowym.
Środki wtedy lądują offline, są bezpieczne i odizolowane na czipie Waszego Ledgera czy Treznara, a Wy możecie nadal korzystać z pieniędzy nosząc w kieszeni wyłącznie smartfon.
Ok, skoro wiemy, że tradycyjne, scentralizowane giełdy odpadają,
to wspominałem w pewnym momencie o tym, że do wypłaty wyjścia z Monero można użyć giełdy peer-to-peer, na których nie ma żadnej weryfikacji tożsamości, bo mamy przecież takie platformy jak RoboSatz, Haveno i ponty podobne, które działają w oparciu o sieć Tor i nie wymagają podawania imienia, nazwiska, nie wymagają skanu dowodu osobistego itd.
Więc wydawałoby się, że jest to idealna, bezpieczna i w pełni prywatna furtka do wyjścia z Bonero na tradycyjne pieniądze.
Czy tak jest?
Odpowiedź brzmi tak, ale tylko pod warunkiem, że zrozumiecie, iż sama giełda peer-to-peer to zaledwie połowa sukcesu.
Giełda zapewnia Wam anonimowość na poziomie cyfrowym, czyli paruje Was z drugim człowiekiem, ukrywa Wasze adresy IP i zabezpiecza transakcje za pomocą depozytu.
Prawdziwa gra o prywatność zaczyna się jednak w momencie, gdy musicie wybrać metodę płatności, za pomocą której ten drugi człowiek przekaże Wam realne pieniądze w zamian za Wasze monero.
Jeżeli na giełdzie P2P wybierzecie opcję wypłaty na tradycyjne konto bankowe, czy to za pomocą przelewu SEPA, czy przelewu krajowego, to cała Wasza prywatność właśnie w tym momencie staje pod ogromnym znakiem zapytania.
Dlaczego?
Ponieważ Wasz bank nie wie, co robiliście na giełdzie peer-to-peer, ale widzi, że na Wasze konto nagle wpływa przelew od całkowicie obcej osoby, powiedzmy od jakiegoś Jana Kowalskiego.
I o ile pojedyncza mała kwota, opisana, nie wiem, jako na przykład zwrot za wspólny obiad, nie wzbudzi jakiegoś alarmu, o tyle przy większych lub regularnych sumach systemy bezpieczeństwa banku natychmiast zablokują konto i zażądają wyjaśnień.
W tym momencie, jeżeli powiecie, że jest to ze sprzedaży kryptowalut, bank poprosi Was o historię transakcji, a Wy nie macie jej jak udokumentować, bo Wasz ślad urwał się na Monero.
Jeżeli nie odpowiecie, no to jest bardzo duża szansa, że Wasze konto zostanie zamknięte pod zarzutem prania brudnych pieniędzy.
Wniosek jest prosty.
Giełda peer-to-peer daje Wam prywatność tylko wtedy, gdy wybierzecie metodę płatności, która również nie zostawia śladu w tradycyjnym systemie bankowym.
Jakie są możliwości?
No cóż, najlepszym rozwiązaniem na takich platformach jest wybór wymiany na fizyczną gotówkę z ręki do ręki, czyli jak to się ładnie nazywa, cash in person.
Umawiamy się z drugim człowiekiem w bezpiecznym publicznym miejscu, na przykład w kawiarni, w centrum handlowym, czy tym podobne.
Przekazujemy mu nero za pośrednictwem giełdy, która blokuje je w depozycie.
Druga strona kładzie na stole po prostu banknoty.
System bankowy w tym momencie nie bierze w ogóle udziału w tej operacji.
Jak jest wszystko ok, potwierdzamy na giełdzie, Wy zostajecie z kotówką, druga osoba zostaje z Monero.
Inną, bardzo popularną w Polsce metodą jest transakcja za pomocą kodów BLIK, czyli sprzedajemy Monero, kupujący podaje Wam kod BLIK, za pomocą którego wypłacacie gotówkę bezpośrednio z bankomatu, bez użycia własnej karty i bez logowania się do banku.
Podsumowując, giełdy peer-to-peer bez KAC, Know Your Customer, to potężne, genialne narzędzia wolnościowe.
Ale pamiętajcie, że blockchain to tylko cyfrowy zapis.
Prawdziwym strażnikiem Waszej prywatności jest Wasz zdrowy rozsądek i to, w jaki sposób pozwolicie cyfrowym tokenom dotknąć tego realnego, tradycyjnego systemu bankowego, czyli tego, jak wyjdziecie z Munero,
do tradycyjnych, powiedzmy w cudzysłowie, prawdziwych pieniędzy.
Okej, i to by było tyle na dzisiaj.
Mam nadzieję, że taki odcinek Wam się podobał.
Miałem trochę czasu na rozwinięcie tematu, więc mam nadzieję, że powiedziałem go wystarczająco dokładnie i szczegółowo dla wszystkich.
Nie będę ukrywać, jest to najprawdopodobniej ostatni odcinek przed wakacjami, bo za chwilę moje dzieci rozpoczynają wakacje, więc nie będę miał czasu nad nagrywaniem, chyba że stałoby się coś takiego w świecie technologicznym, co skłoniłoby mnie do nagrania jakiegoś odcinka, ale raczej wątpię, żeby coś takiego się wydarzyło.
Więc przynajmniej na chwilę obecną moje plany zakładają, że następny odcinek będzie opublikowany dopiero gdzieś na początku września.
Dziękuję za ten sezon, za te wszystkie odcinki.
Mam nadzieję, że Wam się podobały.
Życzę udanych urlopów, jeżeli planujecie na lato.
I do usłyszenia w kolejnym sezonie.
Hej!